Jeńcy sowieccy w niewoli niemieckiej (1941-1945) – około 5,7-milionowa grupa żołnierzy Armii Czerwonej, wziętych do niewoli przez wojska niemieckie w trakcie działań wojennych prowadzonych na froncie wschodnim II wojny światowej w latach 1941-1945.
Spośród nich blisko 3,3 miliona nie przeżyło niewoli[1][2]. Większość sowieckich jeńców zginęła na skutek wyniszczających warunków, świadomie stworzonych przez Niemców w obozach jenieckich. Ponadto setki tysięcy wziętych do niewoli czerwonoarmistów padły ofiarą bezpośredniej eksterminacji, prowadzonej między innymi w nazistowskich obozach koncentracyjnych.
Mimo iż III Rzesza pozostawała sygnatariuszem szeregu konwencji regulujących status jeńca wojennego, stosunek Niemców do żołnierzy przeciwnika wziętych do niewoli podczas działań na frontach II wojny światowej opierał się w zasadniczej mierze na rasistowskich założeniach ideologii nazistowskiej. Stąd w czasie II wojny światowej Niemcy stosowali dyskryminację określonych kategorii jeńców, polegającą na ich zróżnicowanym traktowaniu w zależności od tego, do jakiej rasy (w rozumieniu nazistowskim) dany jeniec należał, albo jaka była jego przynależność narodowościowa lub państwowa[3]. Na szczycie hierarchii znajdowali się jeńcy z krajów anglosaskich, następnie jeńcy z pozostałych państw zachodnich (Francji, Belgii, Holandii, Norwegii), których zasadniczo traktowano zgodnie z postanowieniami prawa wojennego. Gorszemu traktowaniu podlegali jeńcy polscy, jugosłowiańscy i włoscy, zaś najniżej w hierarchii znajdowali się wzięci do niewoli żołnierze radzieccy[4]. Właśnie w tych dyskryminacyjnych założeniach należy upatrywać praprzyczyny zbrodniczego stosunku Niemców do jeńców radzieckich.
Sprzeczny z jakimikolwiek zasadami humanitaryzmu stosunek Niemców do wziętych do niewoli czerwonoarmistów był jednak przede wszystkim pochodną celów i charakteru wojny, którą III Rzesza prowadziła przeciwko Związkowi Radzieckiemu. W oczach Hitlera i pozostałych nazistowskich przywódców nie był to bowiem zwykły konflikt, lecz wojna przeciwstawnych ideologii i ras, której celem było "zniszczenie azjatycko-barbarzyńskiego bolszewizmu"[5] oraz zdobycie tzw. "przestrzeni życiowej na Wschodzie" (niem. Lebensraum). Zgodnie z założeniami tzw. "Generalnego Planu Wschodniego" (Generalplan Ost), opracowanego ostatecznie w 1942 r. na zlecenie Reichsführera-SS Himmlera przez SS-Standartenführera dr. Konrada Meyera-Hertlinga, szefa Urzędu Planowania SS, zdobyte przez Niemców terytoria ZSRR miały zostać w ciągu 25 lat "oczyszczone" ze Słowian i nienadających się do zgermanizowania członków innych narodowości. "Zbędny" materiał ludzki miał być przesiedlony na Syberię albo fizycznie wyniszczony w sposób pośredni (poprzez niewolniczą pracę) lub w sposób bezpośredni. "Oczyszczone" w ten sposób tereny miały stać się podstawą niemieckiej i germańskiej kolonizacji. Założenia "Generalnego Planu Wschodniego" (jak również tezy rasowe i polityczne zawarte w Mein Kampf) skazywały więc narody ZSRR na biologiczne wyniszczenie, wysiedlenie lub niewolniczą pracę na rzecz nowych panów[6]. Z założeń tych wynikał również brak jakiejkolwiek troski władz III Rzeszy o los wziętych do niewoli czerwonoarmistów, jak również eksterminacja określonych grup jeńców.
Fakt, iż ZSRR nie podpisał konwencji genewskiej z 27 lipca 1929 r. "O traktowaniu jeńców wojennych" był koronnym argumentem stosowanym przez Niemców dla usprawiedliwienia niehumanitarnego traktowania radzieckich jeńców[7][8]. Uzasadnienie to stało jednak w całkowitej sprzeczności z zasadami prawa konfliktów zbrojnych. Fakt, że przeciwnik nie był stroną traktatu nie zwalniał bowiem sygnatariuszy z obowiązku jego przestrzegania[9]. Co więcej, ZSRR (podobnie zresztą jak III Rzesza) pozostawał wciąż sygnatariuszem IV konwencji haskiej z 1907 r. oraz tzw. konwencji czerwonokrzyskiej z 1929 r., które nakazywały humanitarne traktowanie wziętych do niewoli żołnierzy przeciwnika[10].
Nigdy nie wyszedł na jaw żaden bezpośredni dowód, że w fazie planowania kampanii na wschodzie wydany został konkretny rozkaz dotyczący uśmiercenia milionów sowieckich jeńców[11]. Szereg rozkazów wydanych jeszcze przed rozpoczęciem operacji "Barbarossa" pozwalał jednak przewidywać, jaki los będzie czekał m.in. wziętych do niewoli czerwonoarmistów.
27 marca 1941 r. feldmarszałek Walther von Brauchitsch, stojący na czele niemieckiego Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych (Oberkommando des Heeres – OKH) oświadczył dowódcom wyznaczonym do poprowadzenia kampanii przeciwko ZSRR, że ich oddziały "muszą sobie uświadomić, że walkę tę będzie toczyć jedna rasa przeciwko innej rasie i że będzie ona prowadzona z całą niezbędną surowością"[12].
30 marca 1941 r. Hitler bardzo szczegółowo wyjaśnił dowództwu Wehrmachtu swoje zamiary w stosunku do ZSRR i ludności tego państwa. Pierwszy raz pojawiła się wówczas zapowiedź likwidacji poszczególnych kategorii jeńców[5]. Podczas konferencji, która odbyła się tego dnia w Kancelarii Rzeszy (wzięli w niej udział m.in.: feldmarszałek Brauchitsch; szef Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu, feldmarszałek Wilhelm Keitel; szef Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych, generał Franz Halder), Hitler stwierdził, iż wojna przeciw Sowietom będzie wojną eksterminacyjną, gdyż komunizm jest ideologią z natury aspołeczną i stanowi dla Niemiec ogromne zagrożenie. Według Führera normalne reguły gry, ani tym bardziej zasada rycerskości nie mogły mieć w tej wojnie zastosowania. Niemcy mieli więc odrzucić pojęcie wspólnego losu żołnierskiego, wyeliminować sowieckich komisarzy politycznych i funkcjonariuszy OGPU – co, jak podkreślił, nie miało leżeć w gestii sądów wojskowych. "Bolszewickich" przywódców określił mianem kryminalistów, których należy odpowiednio do tego potraktować. Ponadto celem kampanii miało być zlikwidowanie sowieckiej inteligencji oraz niedopuszczenie do jej odrodzenia. Nieograniczona bezwzględność miała być regułą, wedle której Niemcy zamierzali podbić i spacyfikować swoją nową domenę[12].
Generał Eduard Wagner, Generalny Kwatermistrz Wojsk Lądowych (Generalquartiermeister in OKH), wydał 3 kwietnia 1941 r. rozkaz zatytułowany "Instrukcja specjalna dotycząca zaopatrzenia, część C", w którym nakazywał niemieckim oddziałom walczącym na Wschodzie likwidację wszelkiego oporu ze skrajną brutalnością. Rozkaz regulował także kwestię traktowania sowieckich jeńców wojennych, które miało być właściwe pod warunkiem, że wojska niemieckie nie będą musiały obawiać się zdradzieckich zachowań. Ponadto zalecał "całkowitą likwidację jakiegokolwiek oporu czynnego lub biernego". W tym samym rozkazie zaznaczono, że jeńcy wykazujący chęć do pracy otrzymają "wystarczające wyżywienie". Koncepcja właściwego traktowania jeńców rychło padła jednak ofiarą zasady tzw. "konieczności wojskowej"[13] wraz z towarzyszącą jej ideologią nazistowską[14].
13 maja 1941 r. Naczelne Dowództwo Wehrmachtu (Oberkommando der Wehrmacht – OKW) wydało rozkaz pt. "Zarządzenie o wykonywaniu jurysdykcji wojskowej w strefie Barbarossa oraz stosowaniu przez wojska środków specjalnych", znany również jako rozkaz o "Jurysdykcji Barbarossa" (Gerichtsbarkeit Barbarossa). Dokument ten upoważniał każdego oficera niemieckiego na terenie przyszłej okupacji niemieckiej na wschodzie do wykonania egzekucji bez sądu, bez wszelkich formalności, na każdej osobie podejrzanej o wrogi stosunek do Niemców (dotyczyło to również jeńców wojennych[15]). Rozkaz ten zwalniał jednocześnie od odpowiedzialności karnej tych żołnierzy niemieckich, którzy dopuścili się zbrodni przeciwko ludności ZSRR i jeńcom, nawet jeśli czyny te podlegały karze wedle przepisów niemieckich[16]. Postępowanie dyscyplinarne przeciwko winowajcy miało być wdrażane tylko zależnie od uznania przełożonego. Feldmarszałek von Brauchitsch opatrzył ten rozkaz załącznikiem z 24 maja 1941 r., w którym mówił, że ma być on stosowany w wypadkach, gdy nie ucierpi na tym dyscyplina wojskowa[17], co jednak miało zapobiec jedynie indywidualnym ekscesom, nie zmieniając eksterminacyjnych założeń dokumentu. Rozkaz o "Jurysdykcji Barbarossa" stał się pierwszą podstawą "prawną" późniejszej praktyki zabijania bez sądu sowieckich komisarzy politycznych[16].
19 maja 1941 r. OKW wydało kolejny rozkaz zatytułowany "Wytyczne zachowania się wojsk w Rosji", zalecający m.in. ostrożne postępowanie z sowieckimi jeńcami wojennymi, szczególnie pochodzenia azjatyckiego, których określano jako "przebiegłych, nieprzewidywalnych, skrytych i okrutnych"[18].
Wreszcie 6 czerwca 1941 r. OKW wydało "Wytyczne do traktowania komisarzy politycznych", znane powszechnie jako "Rozkaz o komisarzach" (Kommissarbefehl)[18]. Rozkaz określał oficerów politycznych Armii Czerwonej jako "nosicieli oporu, nienawiści i okrucieństwa", którym nie przysługuje status jeńca wojennego. Kommissarbefehl nakazywał natychmiastową egzekucję każdego schwytanego w walce komisarza politycznego (która siłą rzeczy musiała być w tym wypadku dokonywana rękami żołnierzy Wehrmachtu). Komisarzy, którzy nie byli podejrzewani o udział w walkach bądź "wrogie czyny" wobec Niemców, miano z kolei przekazywać w ręce specjalnych grup operacyjnych niemieckiej policji bezpieczeństwa (Einsatzgruppen), działających na tyłach frontu wschodniego[19]. Porozumienie o zasadach współpracy pomiędzy Wehrmachtem a Einsatzgruppen zawarto tymczasem już wcześniej, bo na początku kwietnia 1941 roku[16].
16 czerwca 1941 r., na tydzień przed rozpoczęciem inwazji na ZSRR, OKW wydało z kolei rozkaz regulujący traktowanie sowieckich jeńców wojennych[9]. Powtarzał on wiele z tego, o czym traktowały poprzednie rozkazy: bolszewizm jest śmiertelnym wrogiem Niemiec; postępowanie ze wszystkimi żołnierzami sowieckimi, w szczególności Azjatami, wymaga szczególnej ostrożności; każdy przejaw oporu czynnego lub biernego musi być bezwzględnie tłumiony. Dokument wskazywał również, iż ZSRR nie podpisał konwencji genewskiej i nie zawierał żadnego zapisu na temat konieczności jej przestrzegania przez żołnierzy Wehrmachtu. Co więcej, już wówczas zakładano złamanie kilku istotnych postanowień konwencji. W szczególności:
Rozkaz nie regulował kwestii wyżywienia jeńców (sprawa ta miała zostać uregulowana późniejszymi rozkazami), chociaż miała ona pierwszorzędne znaczenie[9]. Ogromny wpływ na sytuację żywieniową jeńców miały natomiast "Polityczno-gospodarcze wytyczne dla organizacji na Wschodzie", opracowane przez Główny Wydział Gospodarczy Wehrmachtu (2 maja 1941 r.). Ich źródła sięgają wczesnych etapów planowania operacji "Barbarossa", kiedy to dla niemieckich sztabowców stało się jasne, że ogromne odległości do linii frontu i niedostateczna sowiecka infrastruktura transportowa nie pozwolą na dostarczenie niemieckim żołnierzom odpowiedniej ilości zaopatrzenia z Rzeszy. Wytyczne przewidywały, że w tej sytuacji do przełomu 1941 i 1942 r. "cała armia niemiecka" będzie "żywić się na koszt Rosji"[11]. Niemcy mieli zabierać "nadwyżki" żywności z najbardziej produktywnych rolniczo, południowych regionów ZSRR na wyżywienie nie tylko Wehrmachtu, lecz również ludności Rzeszy. Słowo "nadwyżki" w tym kontekście odnosiło się do żywności, która w normalnych warunkach była przeznaczona na wykarmienie ludności miejskiej oraz populacji mniej wydajnych rolniczo, północnych regionów ZSRR. Zgadzając się na ten plan, niemieckie władze wojskowe i cywilne milcząco przyjęły założenie, że 30 milionów obywateli ZSRR umrze z głodu, stąd wytyczne zwane są przez niektórych historyków "planem głodowym"[20].
Jeżeli nazistowscy przywódcy z rozmysłem zakładali zagłodzenie 30 milionów obywateli ZSRR, trudno, aby przywiązywali szczególną wagę do losu jeńców[11]. W końcu maja i na początku czerwca 1941 r. wiele dowództw armii wydało instrukcje, aby jeńcy otrzymywali tylko niewielkie ilości pokarmu najgorszej jakości. Niektóre rozkazy konkretyzowały jego wartość kaloryczną na poziomie niższym od minimum niezbędnego do przeżycia[9].
Wbrew wszelkim normom międzynarodowym poddanie się nie gwarantowało żołnierzom Armii Czerwonej przeżycia[21], gdyż Wehrmacht już od pierwszych dni inwazji na ZSRR traktował jeńców nawet bardziej brutalnie, niż nakazywały to przyjęte założenia i wydane rozkazy. Pomimo braku dokładnych danych liczbowych wiadomo, że oddziały Wehrmachtu zastrzeliły wielu żołnierzy sowieckich, gdy próbowali się poddawać, i przeprowadzały egzekucje innych, którzy już dokonali aktu kapitulacji[22].
Niewątpliwie część tych zbrodni można tłumaczyć bitewną "żądzą krwi"[22] bądź wpływem nazistowskiej propagandy, która podsycała strach i nienawiść, wzywając żołnierzy do zabicia jak największej liczby wrogów[21]. Bardzo często jednak żołnierze Wehrmachtu zabijali jeńców na polecenie swoich oficerów[23]. Również niemieckie dowództwo naczelne przekazało do różnych innych szczebli dowodzenia rozkazy utrzymane w tym duchu, że nie powinno się brać jeńców, albo też że grupy jeńców miały być rozstrzeliwane w odwecie za sowieckie przestępstwa. Niektórzy z najwyższych rangą dowódców odwoływali takie rozkazy, obawiając się osłabienia dyscypliny wojskowej i ewentualnych skutków w postaci wzmocnienia sowieckiego oporu, ale praktyka egzekucji była kontynuowana i stopniowo rozszerzana[22].
Specjalnym celem były kobiety służące w szeregach Armii Czerwonej. 29 czerwca 1941 r. (tydzień po rozpoczęciu inwazji na ZSRR) dowódca niemieckiej 4. Armii, feldmarszałek Günther von Kluge, wydał rozkaz rozstrzeliwania kobiet w mundurach. OKH rozkaz odwołało, ale żołnierze na froncie, jak i dowództwa poszczególnych dywizji przywiązywali do tego niewiele uwagi[22].
Szczególnie tragiczna była sytuacja rannych jeńców. Zarządzenie Generalnego Kwatermistrza Wagnera z 24 lipca 1941 r. pozwalało odtransportować na tyły jedynie tych lekko rannych czerwonoarmistów, którzy mieli szansę wyzdrowieć w przeciągu 4 tygodni. Pozostali ranni mieli pozostawać w lazaretach w pobliżu linii frontu, a do ich leczenia nie wolno było wykorzystywać ani niemieckich leków i środków opatrunkowych (co najwyżej zdobyczne), ani niemieckich lekarzy (co najwyżej wzięty do niewoli sowiecki personel medyczny). Rozkaz ten de facto skazywał większość rannych jeńców na śmierć[24].
Wzięci do niewoli czerwonoarmiści, ranni czy zdrowi, drogę do obozów jenieckich musieli zazwyczaj odbywać pieszo[25], gdyż wobec znacznego obciążenia niemieckich służb tyłowych nie wolno ich było przewozić samochodami Wehrmachtu[26]. Piesze pędzenie jeńców do obozów usankcjonował w końcu rozkaz Generalnego Kwatermistrza Wagnera z 31 lipca 1941 roku[27].
Podczas przemarszu jeńców nie żywiono często przez kilka dni z rzędu, odmawiano im wody oraz jakiejkolwiek opieki medycznej. Ludności cywilnej zabraniano pod groźbą zastrzelenia udzielania jeńcom jakiejkolwiek pomocy[28]. Każdy kto nie miał sił iść dalej, kto padał i nie mógł wstać, kto zatrzymał się choć na moment, był na miejscu rozstrzeliwany[26]. Na przykład podczas pędzenia kolumny 12-15 tysięcy jeńców z "Dulagu" (obozu przejściowego) nr 160 (Choroł) do Krzemieńczuka konwojenci zamordowali 1200 jeńców, których pozostawiono nie pogrzebanych na poboczach[29]. Po takim dniu wyniszczającego marszu jeńców czekało zwykle biwakowanie w nocy pod gołym niebem lub nocleg w zagrodach bydlęcych, gdzie stłaczano ich tak ciasno, że nie było mowy o leżeniu, a niekiedy nawet siedzeniu[28].
Nie lepszy był los transportowanych koleją. Latem, w upalne dni wieziono jeńców w zapchanych do ostatecznych granic zamkniętych wagonach, zimą zaś – na otwartych platformach. Latem jeńcy ginęli więc z braku powietrza, a zimą zamarzali na śmierć. Niezależnie od pory roku, ginęli też z głodu, pragnienia i od kul konwojentów[28]. Przy przeładowaniu pociągów jenieckich, nieotwieranych w czasie długich dni podróży, liczba zmarłych w drodze niejednokrotnie przewyższała liczbę żyjących. W listopadzie 1941 r. pod stacją kolejową Most na Łotwie, podczas wyładowania transportu jeńców zamkniętych w 30 wagonach stwierdzono, że z całego transportu liczącego 1500 jeńców nikt nie przeżył[29].
Szymon Datner obliczał łączną liczbę jeńców zmarłych albo zabitych podczas transportów na 200-250 tysięcy[29]. Ci, którzy przeżyli transport, przybywali do obozów jenieckich w stanie kompletnego wyczerpania i ginęli masowo w nowych, równie nieludzkich warunkach, które ich tam oczekiwały[28].
Najwyższe dowództwo Wehrmachtu już w fazie opracowywania planu "Barbarossa" zakładało, że zamierzona realizacja planów inwazyjnych spowoduje, iż w ciągu 6-8 tygodni w niemieckie ręce wpadnie ogromna liczba jeńców – od 1 do 2 milionów żołnierzy[30]. Zgodnie z początkowymi planami, każdy jeniec z terenu kontrolowanego przez dowództwa dywizji, którego nie przeznaczono do pracy, miał być odsyłany do punktów zbornych na tyłach danej armii, potem do obozów przejściowych ("dulagów") na zapleczu odpowiedniej grupy armii. Na tym etapie, odpowiedzialność za jeńców leżałaby w gestii OKH, a dokładnie w gestii Generalnego Kwatermistrza Wojsk Lądowych, generała Wagnera i jego sztabu. Dopiero stąd OKW[31] miało zabierać jeńców do własnych obozów przejściowych położonych w sąsiedztwie zachodnich granic ZSRR – w Prusach Wschodnich i Generalnym Gubernatorstwie. Potem wędrowaliby oni do położonych dalej na zachód obozów selekcyjnych, a wreszcie do obozów jenieckich na terytorium Niemiec – stalagów i oflagów. Cała ta procedura miała w zamierzeniu nie przeciążać infrastruktury transportowej, której głównym zadaniem było przekazywanie dostaw na front[4][32].
Z chwilą wybuchu wojny doszło jednak do całkowitego załamania powyższej procedury. Niemiecką politykę wobec jeńców sowieckich od samego początku charakteryzowało całkowite niedbalstwo i lekceważenie problemu[4]. Obozy jenieckie znajdowały się na końcu listy priorytetów wszelkiego rodzaju władz niemieckich. Lokalne władze wojskowe w Prusach Wschodnich i Generalnym Gubernatorstwie zaczęły co prawda przygotowywać obozy przejściowe dla oczekiwanych jeńców. Owe "przygotowania" pokazywały jednak, w najlepszym razie, brak zainteresowania warunkami, w jakich mieli przebywać jeńcy. Nie budowano baraków, tworząc zaledwie prowizoryczne warunki sanitarne i aprowizacyjne, lub nawet nie tworząc w ogóle[9]. Przygotowywane obozy często nie były niczym innym jak tylko dużymi obszarami ziemi, ogrodzonymi przez Niemców drutem kolczastym[2]. Bardzo często jeńcy musieli sami od podstaw budować swoje obozy[27]. Co gorsza, Hitler zakazał początkowo przetrzymywania sowieckich jeńców na obszarze Rzeszy w jej granicach przedwojennych (Altreich), gdyż obawiał się, iż będą tam prowadzić komunistyczną agitację. W rezultacie, sowieccy jeńcy pozostawali na zrujnowanych działaniami wojennymi i okupacją obszarach Polski i ZSRR, gdzie zapewnienie im wystarczającego wyżywienia i odpowiednich warunków życia byłoby, nawet przy największej dozie dobrej woli, zadaniem wysoce problematycznym[33].
Stworzone w ten sposób warunki aprowizacji, zakwaterowania, opieki zdrowotnej i pracy, pomimo że nie powodowały natychmiastowego zgonu, skazywały na śmierć niemal wszystkich wziętych do niewoli czerwonoarmistów[34]. Zamknięci w obozach (nazwa ta często była eufemizmem) jeńcy jesienią i zimą często przebywali pod gołym niebem w szczerym polu, bez żadnej ochrony przed zjawiskami atmosferycznymi[35]. Często ich jedynym schronieniem były prymitywne (i najczęściej wykopane własnymi rękoma) okopy lub ziemianki, a w najlepszym razie nieogrzewane pomieszczenia, pozbawione szyb. Nierzadko jeńcy spali na gołej ziemi lub cementowych podłogach. Fatalny pozostawał stan obozowych urządzeń sanitarnych. Ograniczony był dopływ wody, niekiedy całkowicie jej brakowało. Jeńcy pozbawieni też byli mydła. W obozach panowało olbrzymie zagęszczenie, brud i powszechna wszawica (będąca skutkiem ciasnoty pomieszczeń oraz braku bielizny osobistej i pościelowej). W szpitalach obozowych panowały nieludzkie warunki. Ludności cywilnej surowo zabraniano niesienia jakiejkolwiek pomocy jeńcom[25][33].
Dopiero z początkiem jesieni 1941 r. Niemcy podjęli wysiłki, by przygotować obozy jenieckie do zimy. W Generalnym Gubernatorstwie zaczęto budowę kwater zimowych we wrześniu, jednak prace prowadzono powoli. Niemcy przeznaczali na baraki minimum materiałów i minimalny przydział paliwa. Jeńców przetrzymywano też w pustych zakładach przemysłowych, więzieniach i koszarach, ale w wielu wypadkach ich stan nie był lepszy od stanu obozów przejściowych[36].
Obozowi strażnicy traktowali jeńców z ogromnym okrucieństwem. Na porządku dziennym były nieustanne bicie pałkami, biczami lub kolbami karabinów, szczucie psami i inne szykany[37]. Strażnicy mogli bez ograniczeń stosować broń wobec jeńców[7]. Rozstrzeliwano ich zresztą pod byle pretekstem, np. za kradzież odpadków kuchennych lub za tłoczenie się przy wydawaniu pożywienia[38]. Rozkazy Wehrmachtu dotyczące traktowania jeńców wojennych przez strażników zawsze podkreślały potrzebę surowości. Generał Eugen Müller, działając w imieniu feldmarszałka von Brauchitscha, wydał 25 lipca 1941 r. rozkaz nakazujący strażnikom natychmiastowe użycie broni wobec pierwszych oznak niesubordynacji lub buntu ze strony jeńców. Uciekający mieli być zastrzeleni bez ostrzeżenia. Müller podkreślał przy tym, że jakiekolwiek wahanie ze strony strażników stanowiło niebezpieczeństwo. Rozkaz stwierdzał jednoznacznie, iż: "jakakolwiek pobłażliwość lub nawet próby okazywania życzliwości [wobec sowieckich jeńców] mają być surowo ukarane. Uczucie dumy i wyższości musi zawsze pozostawać widoczne"[27].
Szczególnie tragiczna pozostawała sytuacja żywieniowa jeńców. Przed kampanią OKH wydało generalne wytyczne, określające, że wzięci do niewoli mają otrzymywać możliwie najmniejsze racje żywnościowe. Poza tym lokalne dowództwa wojskowe miały tu możliwość dowolnej interpretacji, dlatego też racje były szeroko różnicowane, ale żadna z nich nie odpowiadała potrzebom jeńców. Na obszarze podlegającym Grupie Armii "Środek" jeniec otrzymywał więc 700 kalorii dziennie – rację głodową nawet dla tych, którzy nie pracowali. W innych miejscach zawierały one do 1300 kalorii dla pracujących i 2035 kalorii dla jeńców podczas transportu pieszego. Wojsko czuło się zresztą upoważnione do pozbawiania jeńców nawet tych szczupłych racji[27]. Na poziomie lokalnym nikt nie chciał wziąć odpowiedzialności za wyżywienie jeńców, a na poziomie politycznym nastawienie wobec tego problemu podsumował Marszałek Rzeszy Hermann Göring podczas spotkania z sekretarzem stanu Backe w dniu 16 września 1941 r., oświadczając, że żadna umowa międzynarodowa nie zobowiązuje Niemców do wyżywienia jeńców sowieckich, a opieka nad nimi ma być uwarunkowana wyłącznie ich zdolnością do pracy[36].
Oddział administracji wojskowej kwatermistrzostwa wojsk lądowych (Abteilung Kriegsverwaltung, Generalquartiermeister in OKH) wydał 6 sierpnia 1941 r. pierwsze ogólne wytyczne dotyczące wyżywienia jeńców. Rozkaz przewidywał, że jeńcy będą otrzymywać tylko niezbędne racje, aby nie narażać na szwank morale na froncie wewnętrznym, a następnie uzasadniały ich niedożywianie stwierdzeniem, że Sowieci nie podpisali konwencji genewskich. Bardziej szczegółowo głosiły one, że norma żywieniowa dla jeńców niepracujących ma wynosić 2040 kalorii dziennie, dla pracujących zaś 2200 kalorii. Było to skrajnie mało, nawet gdyby jeńcy rzeczywiście tyle dostawali, ale w większości wypadków otrzymywali znacznie mniej, a z końcem sierpnia 1941 r. zaczęli już masowo umierać z głodu[39]. W dodatku, jesienią 1941 r. Generalny Kwatermistrz Wagner, wydał kolejne rozkazy obcinające racje dla jeńców w strefie tyłowej OKH. Co więcej, nakazywał aby żywność przeznaczona dla jeńców pochodziła wyłącznie z terenów, na których ich przetrzymywano – z Wehrmachtu zdjęto tym samym odpowiedzialność za jej transport do obozów jenieckich. W niektórych dywizjach w strefie frontowej wydano również rozkazy, aby jeńców pozbawiać odzieży zimowej[40]. Generał Wagner mówił wprost, iż "niepracujący jeńcy muszą głodować"[41].
Efektem takiej polityki było masowe wymieranie jeńców. Głód przybrał takie rozmiary, że w obozach powszechny stał się kanibalizm[35]. Ponadto, setki tysięcy jeńców umierały z powodu chorób (zwłaszcza tyfusu), zimna lub brutalności strażników[26]. Niemiecka administracja obozowa nie troszczyła się nawet o to, by zmarłych skreślać z list[17]. Śmiertelność w obozach wzrastała od jesieni 1941 r., osiągając punkt szczytowy w okresie styczeń-marzec 1942 roku[42]. Na przykład we wrześniu 1941 r. w obozie przejściowym w Mołodecznie dzienny wskaźnik śmiertelności wynosił 1 procent[36]. Do końca listopada 1941 r. w obozach na obszarze tyłowym Grupy Armii "Środek" śmiertelność wynosiła już 2 procent stanu dziennie, a wraz z nastaniem mroźnej pogody wzrastała nadal. Tylko w obozach na terenie Generalnego Gubernatorstwa, między 21 a 30 października 1941 r. zmarło 45 690 jeńców (4600 dziennie), a w listopadzie – 83 tysiące[43].
Sytuacja pogorszyła się z nastaniem zimy. W grudniu 1941 r. w obozach na terenie Komisariatu Rzeszy Wschód (Białoruś, republiki nadbałtyckie) zmarło 68 tysięcy jeńców, w Komisariacie Rzeszy Ukraina – 134 tysięcy, w Generalnym Gubernatorstwie – 65 tysięcy, a na terenie Rzeszy – 72 tysięcy. Od początku kampanii do stycznia 1942 r. w obozach umierało dziennie średnio 6 tysięcy jeńców – nie wliczając w to ofiar niemieckich egzekucji[44].
O pewnej poprawie sytuacji w obozach jenieckich można było mówić dopiero od połowy 1942[35]. Sowieccy jeńcy nadal pozostawali jednak narażeni na chłód, choroby, niedożywienie i brutalność strażników.
Część jeńców, których uznawano za najbardziej "niebezpiecznych" z punktu widzenia ideologii narodowosocjalistycznej, Niemcy poddali bezpośredniej eksterminacji. Do grupy tej zaliczono w pierwszym rzędzie sowieckich komisarzy politycznych, członków partii komunistycznej i związanych z nią organizacji, przedstawicieli inteligencji, urzędników i działaczy gospodarczych, jak również Żydów[33]. Historycy oceniają, że w wyniku owej akcji eksterminacyjnej śmierć poniosło ponad 500 tysięcy jeńców sowieckich. SS w prowadzonych na swój wewnętrzny użytek statystykach szacowało, że w samym tylko 1941 r., rozstrzelano od 10 do 20 procent wziętych do niewoli czerwonoarmistów[45].
Mordowanie wziętych do niewoli komisarzy politycznych Armii Czerwonej trwało od pierwszych dni wojny niemiecko-sowieckiej, a szczytowe natężenie osiągnęło w okresie czterech miesięcy poprzedzających grudzień 1941 roku[46][47]. Tysiące sowieckich oficerów politycznych zabito, zanim nawet ujrzeli obozy jenieckie. Ginęli oni z rąk żołnierzy Wehrmachtu lub Waffen-SS, którzy mieli obowiązek zabijania na miejscu schwytanych w boju i rozpoznanych politruków. Schwytanych i rozpoznanych w punktach zbiorczych rozstrzeliwano zwykle po krótkim przesłuchaniu.
Podczas procesu norymberskiego, jak również w swych powojennych wspomnieniach, wyżsi dowódcy polowi jak Heinz Guderian lub Erich von Manstein twierdzili, iż w ich jednostkach nie stosowano "rozkazu o komisarzach", ale raporty ich jednostek pokazywały coś innego. W rzeczywistości tylko w jednej dywizji spośród wszystkich wyznaczonych do inwazji na ZSRR oficjalnie zalecono jego niestosowanie. Inne jednostki wręcz dokładnie informowały o postępach w wykonywaniu Kommissarbefehl[48]. 18 sierpnia 1941 r., OKW, po zapytaniach napływających z jednostek frontowych, rozszerzyło nawet zakres obowiązywania rozkazu, dołączając do listy funkcjonariuszy politycznych najniższego szczebla[46].
Na tyłach armii, obok jednostek Wehrmachtu, w akcji likwidacji komisarzy brały również udział tzw. grupy operacyjne (Einsatzgruppen). Niezależnie od powierzonego im zadania "wyławiania" komisarzy w obozach jenieckich, Einsatzgruppen współdziałały ściśle z Wehrmachtem w masowych obławach na komisarzy i innych "podejrzanych", które prowadzono za przesuwającym się frontem wschodnim[49]. Ponadto niemieckie dowództwo zażądało od swych sprzymierzeńców (Finów, Węgrów, Rumunów i Włochów), aby "politycznych komisarzy, podżegaczy i elementy niepożądane" przekazywać do niemieckich, jenieckich punktów zbornych oraz do "dulagów"[50].
Dopiero po kilku miesiącach walk w Rosji Wehrmacht zaczął rozważać złagodzenie zapisów "rozkazu o komisarzach". Generał Eugen Müller z ramienia OKH zwrócił się w dniu 23 września 1941 r. do OKW z sugestią na piśmie dokonania "rewizji dotychczasowego sposobu traktowania komisarzy". Powoływał się przy tym na względy celowości wojskowej, jednak już trzy dni później z OKW nadeszła odpowiedź, że: "Führer nie zgodził się na wprowadzenie jakiejkolwiek zmiany do wydanych rozkazów dotyczących traktowania komisarzy politycznych"[51].
Latem 1942 r. nastąpiła pozorna liberalizacja dotychczasowego stosunku do schwytanych politruków. 10 czerwca 1942 r. szef Gestapo Heinrich Müller wydał okólnik w sprawie segregacji jeńców, nakazując odizolować komisarzy od ogółu więźniów i wysyłać ich do obozu koncentracyjnego Mauthausen-Gusen. Nie zmieniło to jednak wiele w sytuacji komisarzy, gdyż Mauthausen był jednym z najcięższych niemieckich kacetów, w którym czekała ich zwykle powolna śmierć. Zresztą już 20 października 1942 r. Müller ponownie nakazał rozstrzeliwać na miejscu komisarzy schwytanych w walce. Do Mauthausen mieli odtąd trafiać jedynie ci komisarze, których zidentyfikowano jako dezerterów[52].
W następnych miesiącach nadal napływały więc meldunki z jednostek frontowych, mówiące o egzekucjach sowieckich komisarzy[47]. Ostatni znany meldunek o likwidacji politruka pochodził z lipca 1943 r., od jednostek Grupy Armii "Południe"[53].
O ile niemieckie plany przewidywały "likwidację" komisarzy jeszcze na polu bitwy, o tyle pozostałe "elementy niepożądane" zasadniczo miały być identyfikowane i eliminowane na tyłach frontu. W tym zadaniu Wehrmacht został w dużym stopniu odciążony przez jednostki Einsatzgruppen. Na odcinku jenieckim Einsatzgruppen otrzymały zadanie wyławiania z obozów jenieckich sowieckich politruków, którzy nie zostali dotąd zidentyfikowani i rozstrzelani przez Wehrmacht, a ponadto komunistów, przedstawicieli inteligencji, Żydów.
Akcja eksterminacyjna odbywała się na podstawie ścisłego porozumienia pomiędzy Wehrmachtem a Głównym Urzędem Bezpieczeństwa Rzeszy (Reichssicherheitshauptamt – RSHA), zawartego w dniu 16 lipca 1941 roku[54]. Dzień po jego zawarciu, szef RSHA, SS-Obergruppenführer Reinhard Heydrich oraz generał Hermann Reinecke, szef Wydziału ds. Jeńców Wojennych OKW, wydali, każdy we własnym zakresie, rozkazy w sprawie selekcji i likwidacji szerokiej, ale precyzyjnie określonej grupy jeńców, przetrzymywanych w obozach w strefie podległej OKW (Prusy Wschodnie i Generalne Gubernatorstwo). Reinecke nakazał komendantom obozów i innym władzom wojskowym współpracę z Einsatzgruppen, m.in. poprzez podział jeńców na grupy wedle ich statusu wojskowego, "pewności" politycznej i pochodzenia etnicznego[34]. Z kolei opracowane przez Heydricha "Wytyczne do oczyszczenia obozów jenieckich, w których przebywają Rosjanie" ("rozkaz operacyjny nr 8") nakazywały, aby do obozów jenieckich odkomenderować małe (4-6 osobowe) oddziały, których zadaniem było selekcjonowanie "niepożądanych elementów". Do grupy tej Heydrich zaliczył: "zawodowych rewolucjonistów", funkcjonariuszy Kominternu, członków partii komunistycznej i związanych z nią organizacji, urzędników wysokiego szczebla i wysokich rangą pracowników instytucji gospodarczych, komisarzy politycznych, przedstawicieli inteligencji, "podżegaczy i fanatycznych komunistów"[54]. Cztery dni później RSHA wydało uzupełniający "rozkaz operacyjny nr 9", w którym podkreślano, że egzekucji "niepożądanych elementów" nie należy w żadnym wypadku dokonywać w obozach, na oczach pozostałych jeńców bądź zwykłych żołnierzy Wehrmachtu. "Wyselekcjonowanych" jeńców z obozów jenieckich w strefie OKW należało w myśl zarządzeń Heydricha przewozić do najbliższego obozu koncentracyjnego i tam likwidować[55].
Współpracę przypieczętowano, gdy 8 września 1941 r. OKW wydało obszerną "Instrukcję ws. traktowania jeńców sowieckich", nakazującą przeprowadzenie podziału jeńców na kategorie bardziej uprzywilejowane, podlegające w niektórych sytuacjach nawet zwolnieniu (zwłaszcza volksdeutschów, Bałtów oraz do pewnego stopnia Ukraińców), oraz "elementy politycznie niepożądane". Selekcji tych ostatnich miało dokonywać SS przy ścisłej współpracy z personelem obozów. Wyselekcjonowani mieli być przekazywani w ręce SS[39].
O wiele większą rezerwę w stosunku do współpracy z SS wykazywało początkowo OKH. Na obszarach frontowych selekcję i eksterminację "niepożądanych" prowadził Wehrmacht, w myśl zarządzenia Generalnego Kwatermistrza Wagnera z 24 lipca 1941 r., które nie dopuszczało Einsatzgruppen na teren obozów. W owym rozkazie stwierdzono wyraźnie, iż "elementy nietolerowane politycznie i podejrzane, komisarze i agitatorzy będą natychmiast identyfikowani w obozach, a komendanci obozów zajmą się nimi zgodnie ze specjalnymi dyrektywami, to jest rozstrzelają ich"[48]. Ponadto rozkaz Wagnera wyłączał Żydów z grupy jeńców przeznaczonych do likwidacji[55]. Raporty wskazują, że wielu spośród komendantów obozów jenieckich położonych w strefie podlegającej OKH zastosowało się do instrukcji Wagnera, chociaż przynajmniej jeden sprzeciwił się i zwrócił swoich jeńców z powrotem oddziałom bezpieczeństwa[48].
Dopiero 7 października 1941 r. OKH pozwoliło SS na działanie na terenie obozów jenieckich znajdujących się na tyłach ich armii. Wydany tego dnia rozkaz Wagnera precyzował, iż sowieccy żołnierze będą tracić swój status jeńców wojennych z chwilą przekazania ich w ręce SS (co traktowano jako "zwolnienie"), "prawnie" uwalniając w ten sposób Wehrmacht z odpowiedzialności za ich los. Einsatzgruppen miały odtąd wyławiać i likwidować "niepożądanych" jeńców na własną odpowiedzialność, ale w ścisłej koordynacji z komendantami obozów i oficerami wywiadu lokalnych dowództw wojskowych. Ponadto rozkaz Wagnera wymagał, aby "selekcje" odbywały się w możliwie dyskretny sposób, a egzekucje były przeprowadzane bezzwłocznie oraz tak daleko od obozów przejściowych i miast, by nie nie dowiedzieli się o nich pozostali jeńcy, mieszkańcy okupowanych obszarów oraz zwykli żołnierze Wehrmachtu[56].
Eksterminacja elementów "niepożądanych" przebiegała więc dwutorowo. Jeńców wysyłano w celu likwidacji do obozów koncentracyjnych (obszar OKW) lub byli likwidowani w odludnych miejscach na okupowanych obszarach ZSRR, z dala od obozów jenieckich i przejściowych (obszar operacyjny OKH). Największe nasilenie akcji eksterminacyjnej przypadło na jesień 1941 r. oraz przełom 1941 i 1942 roku[57]. W okresie tym SS z reguły nie przestrzegała ograniczeń dotyczących eksterminacji w oficjalnych rozkazach – masowo mordowano też jeńców pochodzenia azjatyckiego, jak również wszystkich obrzezanych (zwłaszcza muzułmańskich mieszkańców Kaukazu), których gremialnie uznawano za Żydów[58].
Zarządzenia Wehrmachtu i RSHA dotyczące selekcji i likwidacji poszczególnych kategorii jeńców sowieckich miały moc obowiązującą przez cały okres wojny i do samego jej końca były wykonywane[57]. Wraz z ogólnym złagodzeniem polityki wobec jeńców, które nastąpiło w 1942 r., ograniczono jednak skalę eksterminacji. 5 maja 1942 r. rozkazem OKW zakazano dokonywania "selekcji" w obozach jenieckich na terytorium Rzeszy. Odtąd "selekcje" można było wykonywać tylko w obozach na terytorium Generalnego Gubernatorstwa bądź okupowanych terenów ZSRR. Ponadto, od tej chwili wysyłanie transportów jeńców na tereny "starej Rzeszy" (Altreich) dopuszczalne było dopiero po wcześniejszym przebadaniu jeńców i wyłowieniu "niepożądanych"[57]. Jednocześnie generałowie Wehrmachtu (m.in. Reinecke) zaczęli naciskać na SS, aby ograniczyć likwidację "fachowców", czy też "wartościowych pracowników", których potrzebował cierpiący na chroniczne braki siły roboczej niemiecki przemysł[57]. Nadal jednak Wehrmacht przekazywał SS do likwidacji jeńców, którzy podejmowali próby ucieczki lub współpracy z ruchem oporu, jak również jeńców podejrzewanych o złamanie niemieckich praw rasowych (kontakty seksualne z Niemkami) i niesubordynację.
Znaczną część spośród zidentyfikowanych "elementów niepożądanych" kierowano do niemieckich obozów koncentracyjnych. Ocenia się, iż mogło do nich trafić nawet 500 tysięcy sowieckich jeńców wojennych[35]. Jeńców, oficjalnie pozbawionych ochronnego statusu, traktowano w kacetach w ten sam sposób co więźniów cywilnych, a czasem nawet w jeszcze bardziej nieludzki sposób[59].
Za transport sowieckich jeńców do obozów koncentracyjnych z reguły odpowiadał Wehrmacht. Pozostający pod jego "opieką" czerwonoarmiści zazwyczaj przybywali do obozów w stanie zupełnego wyczerpania fizycznego, tak że znaczna ich część w drodze ze stacji wyładunkowej do obozu traciła siły i upadała; tych, którzy nie mogli iść dalej, straż obozowa dobijała na miejscu. RSHA oceniało, że 5 do 10 procent jeńców przeznaczonych do egzekucji przybywa do obozów "w stanie nieżywym lub półżywym"[60]. Tych, którzy dotarli do obozu, poddawano bezpośredniej eksterminacji lub powolnemu "wyniszczeniu przez pracę". Największy napływ sowieckich jeńców do obozów koncentracyjnych zanotowano jesienią 1941 r. Od grudnia 1941 r. ich napływ stopniowo malał[59].
Sowieccy jeńcy wojenni trafiali najczęściej do następujących obozów koncentracyjnych:
Ponadto wzięci do niewoli czerwonoarmiści ginęli w takich obozach koncentracyjnych, jak: Mittelbau-Dora, Majdanek, Stutthof oraz Ravensbrück (kobiety)[67].
Przetrzymywani w niemieckich obozach koncentracyjnych sowieccy jeńcy wojenni na równi z cywilnymi więźniami padali ofiarą pseudomedycznych eksperymentów prowadzonych przez lekarzy SS. Jeńców poddawano między innymi sterylizacji, eksperymentom nad hipotermią oraz testowano na nich lekarstwa i preparaty (co wiązało się z celowym zarażaniem lub zakażaniem jeńców)[68]. Czaszkami zamordowanych komisarzy politycznych wzbogacono zbiory antropologiczne niemieckich uniwersytetów, gdzie przedstawiano je jako wzór czaszki "podczłowieka"[69].
Dopiero na przełomie 1941/1942 r. Niemcy zaczęli postrzegać sowieckich jeńców jako źródło niewolniczej siły roboczej[37]. 30 października 1941 r. Adolf Hitler wyraził zgodę na osadzanie jeńców sowieckich w obozach na obszarze Rzeszy właściwej[40]. Decyzja ta pobudziła niemieckie władze do zrewidowania dotychczasowej polityki żywnościowej wobec jeńców. Racje dla sowieckich jeńców pracujących w Niemczech wzrosły na tyle, że osiągały poziom racji jeńców innych narodowości. Również OKH nakazało podniesienie racji dla jeńców w swojej strefie. Ponadto, na początku zimy 1941 r. Niemcy zmienili, przynajmniej nominalnie, warunki transportu jeńców. W listopadzie 1941 r. Grupa Armii "Środek" wstrzymała ich piesze marsze na tyły, a 22 tego miesiąca zakazano transportu jeńców odkrytymi wagonami-platformami[70]. Dla większości jeńców zmiany w ich traktowaniu zarządzone przez władze niemieckie w listopadzie i na początku grudnia 1941 r., mające na celu podniesienie zdolności do pracy, przyszły jednak za późno, zakładając, że w ogóle zostały wprowadzone w życie[45].
W połowie listopada 1941 r. OKW nakazało podzielenie jeńców na trzy grupy, w zależności od ich zdolności do pracy: całkowicie zdolnych do pracy, zdolnych do pracy pod warunkiem poprawy ich traktowania, trwale niezdolnych do pracy. Pierwsza grupa miała otrzymywać normalne racje żywnościowe. Druga – specjalne traktowanie, w tym wypoczynek w izbach chorych lub ogrzewanych barakach z opieką medyczną. Los trzeciej nie był oficjalnie skonkretyzowany, lecz zdecydowaną większość zaliczonych do niej jeńców czekała zagłada[70].
Władze niemieckie, nawet po uświadomieniu sobie wartości jeńców jako źródła siły roboczej, nadal nie przejawiały woli zapewnienia im właściwych warunków bytowych. 7 listopada 1941 r. Hermann Göring ogłosił wytyczne dotyczące zatrudniania jeńców, stwierdzając: "Rosjanin jest niewymagający, dlatego można go nakarmić łatwo i bez poważnego zakłócania naszego bilansu żywnościowego. Nie powinien być karmiony i rozpieszczany jak Niemiec"[41]. 3 grudnia 1941 r. minister uzbrojenia i amunicji Rzeszy, Fritz Todt, przejął odpowiedzialność za tych spośród jeńców, którzy pracowali jako fachowcy w przemyśle zbrojeniowym. Nakazał zapewnić odpowiednie wyżywienie i zakwaterowanie 30 tysiącom jeńców, którymi dysponował. Jednakże, poza tym wyjątkiem, setki tysięcy jeńców nadal pozostawały bez pomocy[45].
Od początku 1942 r. sowieccy jeńcy byli masowo wykorzystywani do pracy w niemieckiej gospodarce. Zmuszano ich często do wykonywania pracy sprzecznej z prawem międzynarodowym. Konwencja genewska zakazywała wykorzystywania jeńców wojennych do pracy przy instalacjach o charakterze wojskowym. Mimo to, pozostający w niewoli żołnierze Armii Czerwonej byli zatrudniani na poligonach, przy produkcji broni i amunicji[71], budowie lotnisk, a nawet zatrudniani do pracy na rzecz niemieckich jednostek frontowych (tzw. Hilfswillige – "Hiwi"), itd. Zmuszano ich także do pracy w majątkach rolnych i przy grzebaniu zwłok. Specjaliści trafiali do zakładów przemysłowych jako wykwalifikowani robotnicy. Praca ponad siły w warunkach niebezpiecznych dla życia i zdrowia, przy słabym wyżywieniu i złym traktowaniu, powodowała nieszczęśliwe wypadki i częste choroby[8].
Od 1942 r. Niemcy zaczęli werbować w obozach jenieckich ochotników do służby w kolaboranckich formacjach, organizowanych przez Wehrmacht, SS lub policję niemiecką. Wielu jeńców, mając w perspektywie śmierć głodową lub z wycieńczenia w obozach, zgodziło się podjąć współpracę z Niemcami. Byli jeńcy wojenni stanowili ogromną większość (ponad 60%) wśród żołnierzy tzw. Legionów Wschodnich (w skład których wchodzili żołnierze pochodzenia nierosyjskiego), oraz znaczący procent w szeregach tzw. Osttruppen (złożonych głównie z Rosjan). Symbolem kolaboracji stała się słynna Rosyjska Armia Wyzwoleńcza (ROA), dowodzona przez generała Andrieja Własowa i to właśnie mianem "własowców" określano zwykle byłych jeńców na służbie niemieckiej. W rzeczywistości jednak Własowowi udało się doprowadzić do utworzenia własnych sił zbrojnych dopiero pod koniec 1944 r. Wcześniej byli jeńcy trafiali do służby w najróżniejszych zorganizowanych przez Niemców formacjach. Czasem były to jednostki frontowe lub policyjne (takie jak np. Kureń Kijowski, czy bataliony Schutzmannschaft), czasem wywiadowcze, a czasem garnizony obozów koncentracyjnych lub oddziały likwidujące żydowskie getta i dokonujące krwawych pacyfikacji na tyłach frontu[72].
W trakcie II wojny światowej do niemieckiej niewoli dostało się około 5,7 miliona żołnierzy Armii Czerwonej[73]. Spośród nich śmierć poniosło blisko 3,3 miliona[1][2], co stanowiło blisko 58 procent ogółu sowieckich jeńców. Należy przy tym podkreślić, iż według oficjalnych statystyk w trakcie całej II wojny światowej Armia Czerwona utraciła bezpowrotnie 8 868 000 żołnierzy[74]. Oznaczałoby to, iż prawie 40 procent spośród wszystkich żołnierzy sowieckich poległych na frontach II wojny światowej zginęło w niemieckiej niewoli. Zdecydowana większość jeńców zginęła z głodu, zimna i chorób w obozach jenieckich, lecz co najmniej 500 tysięcy wziętych do niewoli czerwonoarmistów poddano bezpośredniej eksterminacji[45].
Najwięcej ofiar pochłonął rok 1941. W wyniku wielkich niemieckich zwycięstw z początków kampanii, do niewoli trafiło wówczas od 3,2[35][75] do 3,8[76][77] miliona czerwonoarmistów. Spośród nich, do grudnia 1941 r. zmarło lub zostało zamordowanych 1,4 miliona jeńców[43], a do 1 stycznia 1942 r. liczba ta wzrosła do 2 milionów[44]. Z kolei dr Mansfeld, wyższy urzędnik przy Urzędzie Głównego Pełnomocnika ds. Zatrudnienia, na konferencji w Izbie Gospodarki Rzeszy (Reichswirtschaftskammer) w dniu 19 lutego 1942 r. oceniał, że spośród 3,9 miliona czerwonoarmistów, którzy dostali się do niemieckiej niewoli pozostało 1,1 miliona, czyli 2,8 miliona zmarło[78]. Spośród ocalałych, zdrowych (w stopniu umożliwiającym pracę na rzecz Rzeszy) było zaledwie 400 tysięcy jeńców, podczas gdy reszta chorowała, zazwyczaj na tyfus plamisty[42].
Po wojnie niektórzy oficerowie Wehrmachtu podejmowali wysiłki, aby przekonać opinię publiczną, że nie spodziewali się, iż w ich ręce wpadnie tak ogromna liczba jeńców i dlatego zabrakło niezbędnych środków, aby się nimi zająć[11][79]. Padały również głosy, iż niehumanitarne traktowanie jeńców sowieckich było odwetem za brutalny stosunek czerwonoarmistów do żołnierzy Wehrmachtu branych do niewoli (i zazwyczaj okrutnie mordowanych) w pierwszych miesiącach kampanii, jak również za masakry więzienne dokonywane przez wycofujące się na wschód formacje NKWD[80]. Istnieje jednak więcej niż dosyć pośrednich dowodów wskazujących, iż tragedia jeńców sowieckich była konsekwencją sposobu, w jaki przywódcy III Rzeszy i dowództwo Wehrmachtu postrzegali wojnę z ZSRR[11]. Wskazują na to np. rozkazy wydane przez nich przed rozpoczęciem operacji "Barbarossa". Ponadto, ogromnej dawki okrucieństwa, jaką Niemcy wykazali w stosunku do wziętych do niewoli czerwonoarmistów już po rozpoczęciu wojny, nie można uzasadnić tylko kłopotami organizacyjnymi. Mowa tu zwłaszcza o eksterminacji całych grup jeńców, zakazie udzielania pomocy jeńcom przez ludność cywilną, tolerowaniu przez niemieckie władze okrucieństwa strażników z obozów jenieckich[79]. Procesy norymberskie stwierdziły wyraźnie, iż: "traktowanie radzieckich jeńców wojennych charakteryzowało się szczególną nieludzkością. Śmierć tak wielkich ich liczby nie była jedynie skutkiem akcji poszczególnych strażników lub krytycznych warunków życia w obozach. To był rezultat systematycznych planów zmierzających do mordu"[81].
Niektórzy historycy uznają niemiecką politykę wobec sowieckich jeńców wojennych nie tylko za zbrodnię wojenną, lecz również za olbrzymi błąd polityczno-militarny. Już pierwsze bitwy roku 1941 ujawniły bowiem bardzo rozpowszechnioną niechęć żołnierza sowieckiego do walki w obronie "ojczyzny proletariatu" i nienawiść do stalinowskiego reżimu, podzielaną zresztą przez ogromną większość ludności ZSRR[76]. Czerwonoarmiści masowo poddawali się oddziałom Wehrmachtu, dezerterowali, a nawet przechodzili z bronią w ręku na niemiecką stronę[82]. Okrutne traktowanie jeńców było jednym z tych czynników, które spowodowały odwrócenie tych korzystnych dla Niemców zjawisk. W związku z faktem, iż Niemcy nie kryli się specjalnie ze swym stosunkiem do wziętych do niewoli czerwonoarmistów, wieści o losie jeńców szybko rozeszły się wśród żołnierzy Armii Czerwonej i ludności ZSRR. Wykorzystała to od razu stalinowska propaganda. Sowiecki opór stwardniał, a morale Armii Czerwonej wzrosło. Do niewoli nie szły już jak dawniej całe armie, korpusy i dywizje, a liczba dezerterów spadła do ułamka tych, którzy dawniej przechodzili na stronę niemiecką[37][83]. Ponadto, co przyznawali nawet generałowie Wehrmachtu, Kommissarbefehl sprawił, iż nie mający nic do stracenia politrucy zmuszali swoich podkomendnych do desperackiej walki do ostatniego żołnierza. W dodatku, masowo mordując jeńców, Niemcy pozbawiali się ogromnej masy potencjalnych robotników, których potrzebowała cierpiąca na braki siły roboczej niemiecka gospodarka.
Koniec wojny nie zawsze przynosił wolność sowieckim jeńcom, którzy zdołali przeżyć niemiecką niewolę. W myśl sowieckiego prawodawstwa (kodeksu karnego z 1936 r.) każdy czerwonoarmista, który dostał się do niewoli, uważany był za zdrajcę i tracił możliwość powrotu do normalnego życia po wyjściu z obozu jenieckiego. Słynny rozkaz nr 270, wydany przez marszałka Siemiona Timoszenkę w dniu 16 sierpnia 1941 r., precyzował, iż: "poddających się należy uznawać za złośliwych dezerterów podlegających uwięzieniu jako łamiących przysięgę i zdradzających swą ojczyznę". W transmitowanym przez radio przemówieniu z okazji 24. rocznicy rewolucji październikowej Stalin postawił kropkę nad i, stwierdzając: "Nie ma sowieckich jeńców wojennych, są tylko zdrajcy"[84].
Byli jeńcy poddawani byli represjom jeszcze w trakcie trwania działań wojennych. Uciekinierzy z niemieckich obozów, dezerterzy z kolaboranckich jednostek, a nawet jeńcy, którzy po ucieczce z obozu przyłączyli się do jednostek partyzanckich, mogli z dużym prawdopodobieństwem oczekiwać oskarżenia o zdradę i szpiegostwo[85].
Spirala represji rozkręciła się jednak na dobre dopiero po zakończeniu wojny. 11 maja 1945 r., trzy dni po kapitulacji III Rzeszy, Stalin nakazał każdemu z frontów przygotowanie obozów kontrolno-filtracyjnych dla byłych jeńców oraz obywateli ZSRR wywiezionych do Niemiec na roboty przymusowe. Planowano zorganizowanie 100 obozów, każdy dla 10 tysięcy osób. Byli jeńcy mieli być tam "sprawdzeni przez NKWD, NKGB i Smiersz"[86]. "Obozy kontrolno-filtracyjne" zasadniczo nie różniły się wiele od łagrów. Lokowano je zazwyczaj w pobliżu zakładów produkcyjnych, aby wykorzystać darmową pracę więźniów[85].
Byłych jeńców z reguły czekał wyrok w trybie administracyjnym z artykułu 58 §1-b sowieckiego kodeksu karnego (w czasie wojny kara śmierci), według obowiązującej praktyki zamieniany najczęściej na 10 lat obozu pracy i 5 lat pozbawienia praw publicznych[84]. Za okoliczność obciążającą stalinowscy sędziowie uważali zwłaszcza uwolnienie jeńca przez oddziały aliantów zachodnich lub walkę w szeregach zagranicznego ruchu oporu. Stalinowskie trybunały karały za to równie surowo, jak za kolaborację z Niemcami[85]. Również rodziny jeńców poddawano różnego rodzaju represjom, łącznie z aresztowaniami i zsyłkami[7].
Zdaniem Normana Daviesa powojennym represjom mogło zostać poddanych nawet 1,8 miliona byłych jeńców[35]. Według Kriwoszejewa spośród 1 836 562 jeńców którzy wrócili skazano 233 400. Z kolei Antony Beevor podaje, że spośród 1 833 567 jeńców wojennych, którzy do 1 grudnia 1946 r. powrócili do ZSRR, represjom poddano ponad 1,5 miliona. Spośród tego grona, 339 tysięcy byłych jeńców miało trafić do stalinowskich łagrów, a reszta do specjalnych batalionów pracy. Wywiezionych na roboty przymusowe traktowano jako "potencjalnych wrogów ludu", którzy nie mogli zamieszkać bliżej niż 100 kilometrów od Moskwy, Leningradu i Kijowa. Pod specjalnym nadzorem NKWD znalazły się również ich rodziny. Spośród 37 (na 80) sowieckich generałów, którzy przeżyli niemiecką niewolę, 11 zostało aresztowanych i skazanych przez trybunały NKWD[86].
Po wyjściu z łagrów, byli jeńcy żyli nadal z piętnem zdrajcy, traktowani przez władze ZSRR jako obywatele drugiej kategorii. Zabraniano im między innymi podejmowania studiów wyższych oraz pracy w lepiej płatnych i atrakcyjniejszych zawodach[87]. Jeszcze w 1998 r. formularze dotyczące zatrudnienia w rosyjskich instytutach badawczych zawierały rubrykę, w której należało wpisać, czy ktoś z rodziny był w "obozie jenieckim"[86].