| Katastrofa kolejowa pod Wrocławiem | |
| Kraj | |
| Miejsce | okolice Mirkowa |
| Rodzaj katastrofy | czołowe zderzenie pociągów |
| Data | 9 lipca 1977 |
| Godzina | 8:00 |
| Ofiary śmiertelne | 11 osób |
| Ranni | 15 (oficjalnie), ponad 40 osób (nieoficjalnie)[potrzebne źródło] |
Katastrofa kolejowa pod Wrocławiem miała miejsce 9 lipca 1977 tuż przed godziną 8.00, na szlaku kolejowym pomiędzy stacjami Wrocław Psie Pole, a odległą o 6 km stacją Długołęka. W wyniku zderzenia lokomotywy spalinowej, która uciekła ze szlaku, z pociągiem pospiesznym "Praha Express" relacji Praga - Moskwa Biełorusskaja (Pociąg Przyjaźni), zginęło 11 osób, a ponad 40 odniosło obrażenia.
Spis treści |
W momencie katastrofy, lokomotywa spalinowa ST43-268 została wyrzucona z torów na odległość czterdziestu metrów, bez wózków, po czym eksplodowała na pobliskiej łące. W katastrofie doszczętnie zniszczona została także elektryczna lokomotywa EU07-115 z wrocławskiej lokomotywowni oraz znajdujący się za nią wagon "WARS", który według oceny świadków zdarzenia i materiałów filmowych "przestał istnieć". Siedem wagonów wykoleiło się, wiele doznało bardzo poważnych uszkodzeń. Mocne wagony radzieckie w składzie pozostały na torach (także ze względu na ostatnie miejsca w składzie).
Jest to o tyle wyjątkowe wydarzenie, że lokomotywa z ekspresem zderzyła się czołowo, a przyczyna ucieczki lokomotywy z wyznaczonego toru jest do dziś niewyjaśniona. Według nieoficjalnych informacji w wypadku ucierpiała także znaczna liczba pasażerów pochodzących z ZSRR. Ci, w pierwszej kolejności zostali zabrani przez helikoptery sanitarne Armii Radzieckiej w nieznane miejsce. Sprawę utajniono.
Nie wiadomo, dlaczego maszyniści samotnej lokomotywy ST43 nie podporządkowali się nakazom nastawniczych nastawni dysponującej na stacji w Długołęce i ignorując znaki ostrzegawcze dyżurnych ruchu wyruszyli samowolnie na szlak. Prokuratura wojewódzka badająca sprawę umorzyła śledztwo wobec niestwierdzenia przestępstwa.
Dziś uważa się, że do katastrofy nie doszłoby, gdyby lokomotywy wyposażano w radiotelefony (radiołączność), a liczba ofiar nie osiągnęłaby tak poważnych rozmiarów, gdyby nie słaba konstrukcja polskich wagonów.