Strzelanina w Magdalence – akcja policyjna w Magdalence (województwo mazowieckie), w wyniku której zginęło dwóch antyterrorystów i dwóch napastników, a osiemnastu policjantów zostało rannych. Akcja została przeprowadzona w nocy z 5 marca na 6 marca 2003. Jej celem było zatrzymanie zaliczanych do najgroźniejszych przestępców w Polsce - Roberta Cieślaka i Białorusina Igora Pikusa, członków tzw. gangu "Mutantów" z podwarszawskiego Piastowa.
Spis treści |
Grupa ta miała związek z zabójstwem policjanta w Parolach w marcu 2002 r. i przynajmniej kilkunastoma innymi morderstwami osób powiązanych z działalnością grup przestępczych jak i członków gangu pruszkowskiego, mokotowskiego, piaseczyńskiego i wołomińskiego na Mazowszu. W trakcie próby zatrzymania poszczególnych członków gangu zginęło kilka osób, w tym członek gangu, były warszawski antyterrorysta używający pseudonimu "Fragles". Jedna z najgłośniejszych mafijnych egzekucji dokonana została przez "Mutantów" w szpitalu MSWiA w Warszawie, gdzie zamachowiec przebrał się za księdza. Inne zabójstwa dokonane zostały przez "Mutantów" w Pruszkowie, Walendowie pod Nadarzynem, Warszawie i okolicach podstołecznego Piastowa.
Grupa piastowska, zwana też gangiem "Mutantów", zrzeszająca czołowych stołecznych zawodowych morderców i złodziei samochodów, do której należeli Igor Pikus (znany także jako Aleksander Wołodin) i Robert Cieślak, próbowała przejąć wpływy grup przestępczych z Pruszkowa, Raszyna, Janek, Ożarowa Mazowieckiego, Wołomina, Ząbek, Marek, Wyszkowa, Góry Kalwarii i poszczególnych dzielnic Warszawy. Efektem działalności gangu z Piastowa była także śmierć trzech funkcjonariuszy Policji i trwały uszczerbek na zdrowiu kilkunastu innych adeptów wydziałów realizacyjnych AT stołecznej Policji.
Białorusin Igor Pikus vel Aleksander Wołodin i Robert Cieślak używający pseudonimu "Cieluś" za pomocą fugasów, min, granatów i innych ładunków wybuchowych zaminowali ogród przy domu w Magdalence przy ul. Środkowej, w którym się ukrywali. Podczas akcji w nocy z 5 marca na 6 marca 2003 gdy funkcjonariusze o godz. 00:44:24 weszli do domu ładunki wybuchowe eksplodowały, zabijając jednego z antyterrorystów na miejscu. Przestępcy praktycznie cały czas prowadzili ostrzał z 28 jednostek broni, w tym krótkiej, długiej, automatycznej i maszynowej. Poległo dwóch funkcjonariuszy: podkom. Dariusz Marciniak i nadkom. Marian Szczucki. 17 innych funkcjonariuszy zostało rannych[1]. Na skutek wymiany ognia budynek częściowo się zawalił, spłonął, a obaj przestępcy zginęli. Jeden wysadzając się granatem, a drugi zastrzelony przez jednego z antyterrorystów. Kilku policjantów po akcji w Magdalence w wyniku szoku rozstało się na zawsze ze służbą w formacjach policyjnych[2].
Od października 2005 r. trwał proces trzech policjantów, którzy zostali oskarżeni o niedopełnienie obowiązków przy planowaniu i przeprowadzeniu akcji oraz nieumyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia antyterrorystów. Akt oskarżenia obejmował naczelnika wydziału ds. walki z terrorem kryminalnym KSP Grażynę Biskupską, dowódcę pododdziału antyterrorystycznego KGP Kubę Jałoszyńskiego, oraz zastępcę komendanta stołecznego Jana P. Żadnemu z członków piastowskiego gangu "Mutantów" po dziś dzień (2008 r.) nie udało się udowodnić zabójstwa żadnego z policjantów.
Szczegóły sprawy sąd utajnił. Wśród najczęściej wymienianych przez media zarzutów był brak odpowiedniego rozpoznania, brak policyjnych strzelców wyborowych, brak czekającej karetki pogotowia. W procesie przesłuchano ponad 100 osób. W czerwcu 2006 sąd okręgowy, uniewinnił troje oskarżonych przełożonych policjantów.
W rezultacie strzelaniny w Magdalence policyjne oddziały antyterrorystyczne zmieniły taktykę oraz otrzymały nowe uzbrojenie, m.in. samochody pancerne AMZ Dzik.
5 kwietnia 2007 r. sąd apelacyjny zdecydował, że przesłucha dwóch świadków – funkcjonariuszy oddziału antyterrorystycznego. 6 czerwca 2007 r. sąd apelacyjny uchylił wyrok sądu okręgowego uniewinniający troje policjantów. Sprawa została ponownie skierowana do rozpatrzenia.
W drugim procesie na ławie oskarżonych zasiedli ponownie dowódcy: (mł. insp. Grażyna Biskupska; obecnie naczelnik w CBŚ), mł. insp. Kuba Jałoszyński; obecnie dziś dr hab. nauk wojskowych, wykładowca w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie) oraz insp. Jan P., który nie wyraził zgody na ujawnienie personaliów; obecnie na emeryturze. Prokuratura zarzuciła im niedopełnienie obowiązków, a przez to narażenie członków grupy szturmowej na niebezpieczeństwo i śmierć oraz zażądał dla nich dwóch lat więzienia w zawieszeniu na pięć lat. Obrońcy oskarżonych wnioskowali o uniewinnienie. Proces zakończył się 23 lipca 2010[1]. W wyroku z dnia 28 lipca 2010 Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił troje policjantów oskarżonych o niedopełnienie obowiązków podczas akcji[3].