|
|
Treść tego hasła może nie być zgodna z zasadami neutralnego punktu widzenia. Zajrzyj na stronę dyskusji i pomóż go poprawić. |
Thomas Urban (ur. 20 lipca 1954 w Lipsku) – jest niemieckim dziennikarzem i pisarzem, korespondentem gazety Süddeutsche Zeitung w Warszawie i Kijowie.
Spis treści |
Urban urodził się w Lipsku (NRD). Rodzice pochodzą z Wrocławia. W listopadzie 1955 r. rodzina uciekła z NRD do RFN[1]. Okres szkolny Urban spędził w Bergheim koło Kolonii, był aktywistą organizacji młodzieżowej Katholische Studierende Jugend (KSJ)[2].
Uprawiał judo (ma czarny pas i uprawnienie trenerskie). Służbę wojskową w Bundeswehrze zakończył jako oficer rezerwy. Studiował romanistykę, slawistykę i historię Europy wschodniej w Kolonii (z semestrami w Tours, Kijowie i Moskwie).
Współpracownik dysydenta rosyjskiego Lwa Kopielewa w Kolonii, studia podyplomowe na Uniwersytecie Moskiewskim im. Łomonosowa (MGU) w 1981/82 r. Aresztowany przez KGB za transport leków i listów dla dysydentów radzieckich, wydalony ze Związku Radzieckiego[3].
Pracował dla agencji prasowych Associated Press (AP) w Nowym Jorku i Deutsche Presse-Agentur (dpa) w Hamburgu.
Od 1988 r. korespondent Süddeutsche Zeitung, do 1992 r. w Warszawie, do 1997 w Moskwie, potem znów w Warszawie i Kijowie. Ma żonę Polkę.
Nagroda im. Georga Dehio (Georg-Dehio-Buchpreis) fundowana przez ministra kultury RFN „za wkład w pojednanie polsko-niemieckie” (2006 r.)[4].
Urban nie zgadza się z tezą popularną w Polsce, że Niemcy chcą wymazać swoją winę, że chcą pisać od nowa historię[5]. W jego publikacjach niemiecki terror okupacyjny zajmuje bardzo ważne miejsce[6]. Zwraca uwagę na politykę niemiecką, która miała jako cel eksterminację polskiej inteligencji[7].
Urbanowi udało się zrekonstruować akcję komando SS w regionie Łomży w lipcu 1941 r. Doszedł do wniosku, że mord w Jedwabnym nie był zbrodnią polską, lecz polsko-niemiecką[8]. Przez swoje komentarze o Jedwabnym został ostro zaatakowany przez część mediów niemieckich, sugerowano że broni pozycje polskiej prawicy antysemickiej[9] Jednak inne media niemieckie broniły pozycje Urbana[10].
jednostronne opowiedzenie się Urbana w debacie o wypędzeniach po stornie Związku Wypędzonych wywołało w Polsce kontrowersje [11].
Urban definiuje cel swoich licznych publikacji o tej debacie: „Ze względu na historię swojej rodziny chcę popierać dialog między Niemcami, którzy do 1945 roku mieszkali na ziemiach na wschód od Odry i Nysy, i Polakami.”[12]. Podkreśla, że chadecja niemiecka również jak kościół katolicki w Niemczech uważają, że dialog polsko-niemiecki byłby nieuczciwy bez uczestnictwa gotowych do pojednania wypędzonych, wśród nich Związek Wypędzonych (BdV) z Eriką Steinbach.
Zwraca uwagę na fakt, że Steinbach przeforsowała uchwalę BdV o rezygnacji wszelkich roszczeń wobec Polski[13], organizowała w Niemczech pierwszą wystawę, która pokazała los Polaków wypędzonych przez okupantów niemieckich[14] i zmieniła formułę samoidentyfikacji BdV: wcześniej członkowie BdV nazwali się ofiarami Polaków, Czechów, Rosjan itd. Nowa formuła brzmi: „ostatnie ofiary Hitlera”.
Według Urbana niemiecka debata o wypędzonych jest całkiem krzywo przedstawiona przez media polskie, przez selektywne informacje, aż do jawnej manipulacji, a nawet fałszowania cytatów[15]. Wyraża się otwarcie przeciw roszczeniom Powiernictwa Pruskiego (Preußische Treuhand), małej grupy byłych mieszkańców niemieckich terenów na wschód od Odry i Nysy[16].
Urban opublikował w tygodniku "Forum" artykuł, w którym odpowiedzialnością za napięcia polsko-niemieckie częściowo obarcza polskie media i rząd niemiecki, który zlekceważył polskie obawy dotyczące zbliżenia niemiecko-rosyjskiego oraz nie zadbał o kompetencję dyplomatów wydelegowanych do Warszawy[17]..
Za zaangażowanie po stronie Związku Wypędzonych Thomas Urban był krytykowany m.in przez prof. Władysława Bartoszewskiego, pełnomocnika ds. stosunków polsko-niemieckich, który w 2009 zarzucił mu, że jest "ghostwriterem Eriki Steinbach".[18][19] Natomiast Gerhard Gnauck, warszawski korespondent Die Welt zarzucił mu, że mijając się z prawdą stylizuje się na ofiarę polskich nacjonalistów i łamie przy tym standardy rzetelnego dziennikarstwa[20][21][22]. Urban powołując się na swoje wpływy w siedzibie niemieckiego koncernu prasowego Axel Springer miał też grozić naczelnemu Faktu zwolnieniem, jeśli dziennik nie opublikuje jego polemiki[23].