Wysiedlenia Niemców po II wojnie światowej – dokonany przez aliantów po II wojnie światowej przymusowy transfer ludności niemieckiej z terenów znajdujących się poza obszarem alianckich stref okupacyjnych i Austrii, do alianckich stref okupacyjnych (a po ich likwidacji w 1949 do RFN, NRD i Berlina Zachodniego) i Austrii.
|
|
Treść tego hasła może nie być zgodna z zasadami neutralnego punktu widzenia. Zajrzyj na stronę dyskusji i pomóż go poprawić. |
Spis treści |
Ze względów historycznych Europa Środkowa była mozaiką rozmaitych grup etnicznych umieszczonych w państwach. W ciągu stuleci kolonizacji niemieckiej oraz podbojów, Niemcy zdominowali rozległe terytoria innych grup etnicznych, zaś w państwach sąsiednich istniały rozproszone skupiska ludności niemieckiej. W wielu przypadkach zajęła ona pozycję dominującą pod względem politycznym i ekonomicznym nad dotychczasowymi mieszkańcami tych ziem. Wraz z rozwojem nacjonalizmu w XIX wieku i powstaniem koncepcji państwa narodowego, pojawiła się idea Wielkich Niemiec reprezentowana przez nacjonalistów niemieckich i Związek Wszechniemiecki. Kierowani pangermanizmem, zakładali zjednoczenie wszystkich Niemców pod jednym państwem niemieckim, dotyczyło to także państw i regionów gdzie Niemcy byli mniejszością. Jednocześnie pojawiły się propozycje usunięcia z tego państwa mniejszości etnicznych. Już w roku 1887 przyszły kanclerz Niemiec Bernhard von Bülow wyraził nadzieję iż przyszły konflikt zbrojny pozwoli na wysiedlenie Polaków z polskich terytoriów na terenie państwa niemieckiego[1]. Wraz z wybuchem I wojny światowej plany te przybrały konkretną postać, Imperium Niemieckie planowało aneksję znacznych terytoriów Europy Środkowej a następnie usunięcie z nich Polaków i Żydów[2]. Plany te poparła część mniejszości niemieckiej, postulując również aneksję Łodzi. Planowano także utworzenie państwa niemieckiego na terenie państw bałtyckich, gdzie Niemcy sprawowaliby władzę nad lokalną ludnością i umożliwiliby realizację koncepcji Lebensraum dla państwa niemieckiego. Po zakończeniu I wojny światowej część mniejszości niemieckiej nie zaakceptowała znalezienia się na terenie państw narodowych grup etnicznych, które dotychczas posiadały podrzędny status w Imperium Niemieckim i austriackim względem Niemców (choć w wielu rejonach Niemcy stanowili w tych państwach znaczną albo absolutną większość – mimo to w tym przypadku nie znalazły zastosowania hasła o prawie narodów do decydowania o swoim losie, choć często były obecne na konferencjach pokojowych). Organizacje mniejszości niemieckiej kontynuowały działalność na szkodę państw takich jak Polska i Czechosłowacja, poprzez szpiegostwo, sabotaż i wrogą propagandę. Partie polityczne reprezentujące mniejszość niemiecką przyczyniły się do upadku Czechosłowacji i zajęcia Czech przez Niemcy. Na początku II wojny światowej paramilitarne formacje mniejszości niemieckiej pomogły w ataku armii niemieckiej na Polskę a następnie brały udział w licznych zbrodniach i mordach na Polakach. Jednocześnie państwo niemieckie powróciło do koncepcji osadnictwa, kolonizacji i Lebensraumu z czasów I wojny światowej, realizując je znacznie bardziej konsekwentnie i bezwzględnie[2]. Na terenach zajętych przez III Rzeszę Niemiecką osadzono setki tysięcy kolonistów niemieckich na miejscu dotychczasowych mieszkańców.
Wraz z pokonaniem nazistowskich Niemiec, alianci uznali, iż aby powstrzymać ewentualny powrót niemieckiego ekspansjonizmu i agresji wobec sąsiadów należy z terenów Europy Środkowej i Wschodniej dokonać transferu ludności niemieckiej (która często była zarówno przyczyną terytorialnych żądań jak i stroną popierającą agresję państwa niemieckiego) do Niemiec. Odpowiednie sformułowanie tej decyzji zawarto w deklaracji poczdamskiej przyjętej pod koniec konferencji w Poczdamie. W stosunkach międzynarodowych nie była to rzecz bez precedensu. Podobne rozwiązanie zastosowano po 1918 roku między Grecją a Turcją, a pomysłodawca tego rozwiązania, dyplomata Fridtjof Nansen otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. Transfer ludności niemieckiej z Prus Wschodnich i przyłączenie tego rejonu do Polski jako środek zapobiegawczy przeciw ewentualnemu konfliktowi zbrojnemu zaproponował natomiast po 1918 roku Halford John Mackinder[3].
Przyczyny wysiedleń były rozmaite. Główną była chęć utworzenia etnicznie jednorodnych państw w Europie Środkowej, tak by Niemieccy nacjonaliści ponownie nie wykorzystali w przyszłości istnienia skupisk mniejszości niemieckiej w sąsiadujących krajach do przeprowadzenia wojen zaborczych. Innymi przyczynami były:
Łączna liczba Niemców którzy w końcowym okresie wojny i po wojnie uciekli, powrócili lub zostali przetransportowani do Niemiec wynosi około 14 milionów osób[8], z czego 473 tysięcy straciło życie w wyniku różnych przyczyn, takich jak choroby, głód, śmierć z zimna, marsze śmierci na rozkaz władz Niemiec, ataki bandytów i pobyt w sowieckich obozach przesiedleńczych[9]. Dane te częściowo potwierdzili historycy biorący udział w latach 90. w polsko-niemieckim programie badań historii „wypędzonych”,[10] krytycznie weryfikując podawaną w RFN liczbę 2 milionów ofiar śmiertelnych jako nieprawdziwą, i przyjmując za najbliższe prawdzie szacunki niemieckiego Archiwum Federalnego z 1974 mówiące o 400 tysiącach ofiar śmiertelnych na ziemiach wcielonych do Polski i ZSRR (bez ofiar ewakuacji Niemców prowadzonej przez władze niemieckie w ramach akcji Heim ins Reich oraz ucieczek przed frontem, mających miejsce przejęciem tych terenów przez oba państwa) – z czego ok. 200 tysięcy[10] padło ofiarą deportacji do ZSRR (skąd już nie powrócili, a większość z nich prawdopodobnie zmarła z różnych przyczyn), ok. 60 tysięcy[10] zmarło w obozach polskich, ok. 40 tysięcy[10] w obozach sowieckich, a około 120 tysięcy[10] to ofiary śmiertelne różnych zbrodni na ludności cywilnej, popełnionych głównie[10] przez żołnierzy Armii Czerwonej.
Przez długi czas liczba wysiedlonych Niemców oraz liczba zmarłych osób podczas przesiedlenia była obiektem manipulacji strony niemieckiej, inspirowanej przez organizacje mające na celu rewizję układu Poczdamskiego. Poprzez zawyżanie liczb planowano zaszokować opinię publiczną, tak aby stała się przychylna postulatom politycznym Niemieckich organizacji ziomkowskich. Liczbę ofiar ustalono poprzez porównanie liczby mieszkańców wschodnich Niemiec z roku 1939 i 1948. Spis ludności z 1939 roku podawał iż na terenach tych żyło 10 mln 87 tysięcy obywateli niemieckich. Liczba wysiedlonych w 1948 roku wynosiła tylko 7 mln 85 tysięcy osób. Na dawnych terenach Nazistowskiej Rzeszy pozostało 835 tysięcy obywateli niemieckich. Brakowało więc 2 mln 167 tysięcy osób. Tę właśnie liczbę uznano za liczbę ofiar śmiertelnych. Dodano do niej także Niemców którzy przed wojną mieszkali w Polsce i Wolnym Mieście Gdańsku. Zadeklarowano więc 2 mln 484 tysięcy osób jako zabitych[9]. Liczba ta była manipulacją, nie uwzględniała bowiem naturalnych zgonów i samobójstw ani poległych członków Volkssturmu, tych, którzy uciekali przed nadciągającym frontem sowieckim. Ponadto nie brała pod uwagę śmierci z głodu, chorób, ofiar marszów śmierci dokonywanych na rozkaz władz niemieckich z terenów wschodnich Niemiec, oraz egzekucji na własnych obywatelach, oskarżonych o zdradę czy też defetyzm. Przyjęta metoda wyliczania strat powodowała, że liczby te obejmowały także obywateli niemieckich pochodzenia żydowskiego, zabitych podczas Holocaustu.
Ze względu na niewiarygodność tych danych w następnych latach wielokrotnie podjęto się ponownych badań mających na celu ustalenie rzeczywistych liczb. W roku 1964 specjalna komisja kościelna oceniła całkowitą liczbę ofiar wysiedlenia na około 473 tysięcy osób. W roku 1996 specjalna komisja czesko-niemiecka potwierdziła tę tezę rewidując dotychczasową liczbę ofiar Niemców sudeckich z 225 tysięcy do 16 tysięcy[9]. Tym niemniej organizacje ziomkowskie nadal publikują informacje twierdzące o ponad 2 milionach zabitych, w tym 225 tysiącach zamordowanych Niemców sudeckich[9].
Największy prawdopodobnie dotychczas masowy grób odkryto w 2008 roku w Malborku – 2116 ciał. Wszyscy zmarli lub zginęli przed przejęciem miasta przez polską administrację.
Problemem pozostaje, iż nie wszyscy zaliczeni do tak zwanych „wypędzonych” zostali wysiedleni. Część z nich to uciekinierzy wojenni, jak i administracja okupowanych terenów oraz obsługa cywilna wojska. Niemieckie prawo za „wypędzonych” uznaje także osoby, które zostały zmuszone do opuszczenia terenów zajętych przez Niemcy, na których znalazły się w wyniku nazistowskiej polityki okupacyjnej, jak na przykład dzieci żołnierza urodzone w miejscu jego stacjonowania (Erika Steinbach), a także uciekinierów i ich rodziny (Peter Glotz).
W wywiadach dla radia Deutschlandfunk w listopadzie 2006:
W materiałach pomocniczych, wydanych w 2009 r. przez Polsko-Niemiecką Współpracę Młodzieży historycy Jerzy Kochanowski i Ingo Haar w haśle „Wypędzenia“ podają liczbę ofiar śmiertelnych na wschód od Odry i Nysy jako 286 723[14].
Wraz z odtworzeniem państwa niemieckiego, osoby pochodzące z terenów dawniej należących do Niemiec, rozpoczęły tworzenie organizacji i ugrupowań politycznych reprezentujących ich interesy. Kwestionowały one układ Poczdamski, granicę z Polską, oraz żądały upamiętnienia losu wysiedlonych, a niekiedy także odszkodowań. Organizacje te były w Polsce przedstawiane jako nacjonalistyczne i rewizjonistyczne. Istotnie, w szeregach tych organizacji można było znaleźć osoby będące dawniej członkami partii nazistowskiej, czasami też odpowiedzialne za politykę okupacyjną w Polsce. Pierwszy prezydent Związku Wypędzonych Hans Krüger po nominacji na ministra ds. wypędzonych został zmuszony do odejścia w atmosferze skandalu, gdy na jaw wyszła informacja iż był nazistowskim kierownikiem okupacyjnego Sądu Powiatowego w Chojnicach w latach 1939–1943, gdzie wydano ponad 2000 wyroków śmierci, z czego Krüger wydał osobiście pięć za błahe przewinienia wobec nakazów nazistowskiej władzy okupacyjnej[15]. Inny prominentny aktywista organizacji Landsmannschaft Berlin-Mark Brandenburg oraz Bund der Heimatvertrieben und Entrechteten uczestniczył w mordzie na profesorach lwowskich[16][17], zaś wielu sygnatariuszy tzw. „Karty Wypędzonych” w przeszłości należało do NSDAP. Ze względu na swą postawę, skład członków oraz kwestionowanie granic organizacje te były i są spostrzegane w państwach ościennych Niemiec, takich jak Czechy czy Polska jako zagrażające narodowym interesom tych państw. Gorące polemiki budzi już sama ich nazwa. W Niemczech używa się raczej terminu „wypędzenia”, w Polsce i Czechach „wysiedlenia” lub „przesiedlenia”. Za bardziej neutralny termin uważa się „przymusowe migracje”. Po roku 1990 główni reprezentanci wysiedlonych Niemców zadeklarowali uznanie granic powojennych, natomiast inne, mniej znaczące organizacje dalej żądają rewizji. Przedmiotem kontrowersji pozostaje także wizja historii, którą przedstawiają osoby takie jak np. obecna przewodnicząca Związku Wypędzonych Erika Steinbach oraz miejsce tych wydarzeń w tożsamości kulturowej Niemiec. Krytycy takiej działalności uważają, iż ma to na celu przedstawienie Niemców jako ofiary wojny zamiast sprawców, którzy tę wojnę rozpoczęli. Zarzucają również próbę zrównania ofiar reżimu nazistowskiego takich jak Żydzi czy Polacy, będących obiektem rasistowskiej dyskryminacji i ludobójstwa z Niemcami, wobec których nigdy nie istniały plany narodowego ludobójstwa. Z kolei organizacje niemieckie próbują przedstawić wysiedlenia jako przykład zastosowania odpowiedzialności zbiorowej. Często wysuwanym kontrargumentem jest ten, że populacja poddana przesiedleniu była sprawdzana pod kątem możliwości pozostania w kraju, i do dziś żyją w tych krajach Niemcy którym pozwolono pozostać (faktycznie pozwolono pozostać osobom mieszanego pochodzenia, członkom mieszanych rodzin, osobom deklarującym narodowość polską a także niektórym ekspertom[potrzebne źródło], był to jednak niewielki procent ogółu ludności oprócz części Opolszczyzny, gdzie Niemcy stanowili większość). Niektórzy z kolei próbują przedstawiać wysiedlenia jako zbrodnię przeciw prawu międzynarodowemu, mimo że proces wymiany ludności był stosowany w przeszłości z inspiracji Wysokiego Komisarza Ligi Narodów[1].
Niemieccy historycy Eva Hahn i Hans-Henning Hahn uważają, że wokół wysiedlenia Niemców (niem. Vertreibung) narosło tyle przekonań i mitów, przez co fakty historiograficzne z trudem przebijają się do świadomości publicznej[18].