| Zdzisław Hryniewiecki | |
| Data i miejsce urodzenia | 1 września 1938 Lwów, Polska |
| Data i miejsce śmierci | 17 listopada 1981 Bielsko-Biała, Polska |
| Klub | BBTS Bielsko-Biała |
| Przydomek | Dzidek[1] |
| Debiut w reprezentacji | 1958 |
| Rekord życiowy | 116,0 m na Kulm w Tauplitz (marzec 1959)[1] |
Zdzisław Hryniewiecki (ur. 1 września 1938 we Lwowie, zm. 17 listopada 1981 w Bielsku-Białej) – polski skoczek narciarski, reprezentant Polski, mistrz kraju. Honorowy Najlepszy Sportowiec Polski w roku 1960. Były rekordzista Polski w długości skoku, były rekordzista skoczni w Wiśle. Według Wojciecha Fortuny był najlepszym polskim skoczkiem w okresie między Stanisławem Marusarzem a Adamem Małyszem[2].
Spis treści |
Hryniewiecki już jako kilkuletni chłopiec jeździł na nartach po lwowskim Łyczakowie[3]. Jego ojciec był piłkarzem Pogoni. Po II wojnie światowej Hryniewieccy zostali zmuszeni do opuszczenia rodzinnego miasta. Wyjechali na zachód i osiedli w Bielsku-Białej[3]. Zdzisław nadal uprawiał narciarstwo, zaczął startować w kombinacji norweskiej. Brał także udział w zawodach pływackich, był mistrzem Polski juniorów w sztafecie cztery razy 50 m stylem dowolnym[3]. Jego pierwszym narciarskim trenerem był starszy brat Janusz. Zdzisław ostatecznie zdecydował się na uprawianie skoków narciarskich i zapisał się do klubu BBTS Bielsko-Biała. Pierwszym sukcesem było zwycięstwo w 1948 roku na skoczni w Cygańskim Lesie, po dwóch skokach na odległość 16 m[3]. W 1958 r. wziął udział w Memoriale Bronisława Czecha i Heleny Marusarzówny. W dwuboju klasycznym zajął 3., a w skokach 2. miejsce[3] za Nikołajem Szamowem z ZSRR.
W lutym, w Klingenthal, zajął 5. miejsce za Niemcami Helmutem Recknaglem, Wernerem Lesserem, Brunnerem i Harrym Glaßem. 15 lutego wywalczył jedyny w karierze medal mistrzostw Polski. Pokonał wówczas Jana Furmana i Władysława Tajnera i zdobył złoty medal[4]. 15 marca, podczas Memoriału Bronisława Czecha i Heleny Marusarzówny, na Wielkiej Krokwi w Zakopanem skoczył w pierwszej serii 77,5 m i prowadził przed Szwedem Lingvistem, który osiągnął odległość 76,5 m[5]. W drugiej Sannikow z ZSRR lądował na 79,5 m, potem Lingvist i Szamow skoczyli po 78 m. Hryniewiecki znów skoczył jednak najdalej – 81 m i wygrał konkurs[5]. W dniach 20-22 marca brał udział w konkursie lotów w austriackim Tauplitz na obiekcie Kulm. Przez rozpoczęciem zmagań Polak założył się z należącym do światowej czołówki Niemcem z NRD, Harrym Glaßem, że go pokona[5]. Zawody miały pięć kolejek. Hryniewiecki w każdej był lepszy od Glaßa, a w jednym ze skoków osiągnął 116 m, co było nowym rekordem Polski[5]. Po pierwszym dniu był 4., a ostatecznie uplasował się na 5. lokacie[5]. 25 marca był czwarty na zawodach w Klingenthal, gdzie pokonał Helmuta Recknagla. Polak lądował na 84 m i 75 m[6]. Dwa dni później wystartował w Oberwiesenthal, gdzie zajął trzecie miejsce, za Recknaglem i Glaßem[5]. Sezon 1958/59 był najlepszym dla polskich skoków od 1938 roku, kiedy Stanisław Marusarz zdobył srebrny medal w Lahti[5].
8. Turniej Czterech Skoczni odbył się bez skoczków z NRD, ZSRR, CSRS i Polski, ponieważ kierownictwa tych ekip zdecydowały się zbojkotować Turniej za niewywieszenie przez organizatorów flagi NRD[7]. W styczniu Hryniewiecki startował w silnie obsadzonych zawodach w Lauscha w NRD[5]. Rozegrano dwa konkursy – w pierwszym zwyciężył Polak, w drugim Recknagel[5].
| „ |
Kozak – oto najlepsze określenie Dzidka Hryniewieckiego. Jego skoki mogą być lepsze lub gorsze, udane lub nieudane, lecz w każdym najdrobniejszym elemencie każdego z nich widać olbrzymie serce do walki, widać tę młodzieńczą czupurność, "kozackość"... No i wrodzony ptasi instynkt. |
” |
| — Krzysztof Blauth, [5] | ||
9 stycznia w Oberwiesenthal, w pierwszym konkursie, wygrał Recknagel przed Sannikowem i Szamowem[7]. Hryniewiecki w pierwszej serii doleciał do 77 m, w drugiej do 83 m, lecz nie ustał tego skoku[7]. Następnego dnia był już najlepszy. Osiągnął wówczas 82,5 m i, z obniżonego rozbiegu, 73,5 m[7]. Kolejne zawody, w Klingenthal, się nie odbyły. Hryniewiecki oddał najdłuższy skok w sesji treningowej (78,5 m)[7]. Ówczesnym trenerem polskiej kadry skoczków był Mieczysław Kozdruń[8]. Hryniewiecki skakał takim samym stylem jak Recknagel, z rękami wyciągniętymi w drugiej fazie lotu przed siebie. Za każdym razem starał się uzyskać maksymalną odległość[8]. W tym czasie zaprzyjaźnił się z Władysławem Tajnerem[8].
| „ |
Walczyliśmy razem o wyjazd olimpijski do Ameryki. Świetnie wypadliśmy podczas konkursu w Oberwiesenthal. Podziwiałem klasę "Dzidka". Był to wspaniały chłopak. Zdecydowany, miał charakter, nie bał się niczego i nikogo. Bardzo mi tym imponował. Jego stanowczość przejawiała się też w rozmowach z trenerem, kiedy "Dzidek" potrafił walczyć o swój punkt widzenia. Ten pogląd podzielali także dziennikarze i znawcy narciarstwa w kraju, którzy widzieli w Hryniewieckim kandydata do medalu olimpijskiego. |
” |
| — Władysław Tajner, [8] | ||
16 stycznia 1960 wygrał międzynarodowy konkurs skoków, organizowany w ramach Pucharu Beskidów na skoczni w Wiśle-Malince, przed Władysławem Tajnerem i Józefem Gąsienicą Bryjakiem[8]. Uzyskał wówczas odległości 78,5 m i 70,5 m z notą 227,5 punktu, o 10,5 punktów wyprzedzając Tajnera[7] i o 16 punktów Gąsienicę Bryjaka[9]. 78,5 m skok był przez cztery lata rekordem skoczni w Wiśle[9]. Drugi konkurs skoków rozegrano w Szczyrku na Skalitem. Wygrał go Władysław Tajner[9]. Hryniewiecki oddał najdłuższy skok w konkursie, ale podparł go[7].
| „ |
Jadę po olimpijskie złoto, ale srebro i brąz też się liczy. Przecież to moje pierwsze igrzyska olimpijskie. |
” |
| — Zdzisław Hryniewiecki, [9] | ||
28 stycznia, dwa dni przed wyjazdem na olimpiadę, Hryniewiecki brał udział w ostatnim przedolimpijskim treningu na skoczni w Wiśle-Malince[10]. Przed rozegraniem na niej treningu, zamknięto na ulicy ruch kołowy, ponieważ zeskok kończył się na asfaltowej szosie[11]. Skakało dwóch członków kadry: Hryniewiecki i Tajner. W pierwszej serii Tajner skoczył ponad 70 m, Hryniewiecki 78 m z podpórką − pół metra mniej od własnego rekordu skoczni[11]. Przed drugą serią Tajner zaproponował obniżenie belki, ale Hryniewiecki nie zgodził się i skoczył z najwyższego rozbiegu. Zbyt wcześnie wyszedł z progu i miał ciężki upadek[11].
| „ |
W drugiej próbie nie wziąłem pod uwagę zaleceń trenera Kozdrunia by skakać ostrożniej. Nie była to jednak brawura. A może to moja klasa mnie zgubiła, mój upór? Walczyłem o długi ustany skok, mimo iż wybiłem się jeszcze przed progiem. W drugiej fazie lotu zacząłem niebezpiecznie pikować głową w dół i upadłem plecami na dzioby nart. |
” |
| — Zdzisław Hryniewiecki, [11] | ||
Tajner, który miał skakać zaraz po Hryniewieckim, obserwował z rozbiegu skoczni jego tragedię. Hryniewiecki złamał trzon kręgu szyjnego i stłukł klatkę piersiową. W wyniku urazu nastąpił natychmiastowy niedowład górnych kończyn i całkowity bezwład tułowia wraz z kończynami dolnymi[12].
| „ |
Tym razem Dzidek postanowił skakać jako pierwszy. Odbił się za wcześnie. Czubki nart ślizgały się jeszcze po lodzie, kiedy ich tyły i zawodnik byli już w powietrzu. Impet sprawił, że Dzidek fiknął salto do przodu Zdziwiło mnie, że nie próbował się ratować. On spadał bezwładnie, jak pozbawiony sterowności samolot. Trwało to sekundy. Wylądował, uderzając o zamarznięte podłoże... Dzidek był przytomny. Mówił, że nie czuje ani rąk ani nóg. Nie dostrzegłem jednak żadnych obrażeń. Sądziłem, że bezwład stanowi jedynie efekt szoku.(...) Po upadku rzuciłem nartami i pobiegłem do niego. Dzidek był jeszcze świadomy i w pierwszym momencie nie zdawałem sobie sprawy, że to tragiczny koniec jego wspaniałej, lecz jakże krótkiej kariery. |
” |
| — Władysław Tajner, [13] | ||
Były trener alpejczyków, Kazimierz Koterbski, stwierdził, że na tak ciężki upadek miało wpływ także wygimnastykowanie skoczka, który, chcąc się ratować, w powietrzu wykonał rozpaczliwą próbę kręcenia salta w powietrzu, którą podpatrzył na zawodach w Norwegii[14]. Władysław Tajner nazwał później trenera Kozdrunia głównym winowajcą kalectwa Hryniewieckiego. Uważał on, że trening na skoczni w Wiśle był niepotrzebny[14]. Piotr Wala, Gustaw Bujak i trener Bronisław Klęczek twierdzili jednak, że był to zwykły przypadek spowodowany błędem przy wychodzeniu z progu[14][15]. Kozdruń bardzo przeżył upadek podopiecznego[15]. Skoczka przewieziono do szpitala w Cieszynie, a następnie helikopterem dostarczono do Instytutu Chirurgii Urazowej w Piekarach Śląskich. Stwierdzono tam złamanie trzonu piątego kręgu szyjnego, czwartego piersiowego[16] i uszkodzenie rdzenia kręgowego[12], porażenie kończyn oraz mięśni tułowia[1]. Zawodnikiem zajmowali się najlepsi polscy lekarze, m in. dr Liszka, dr Antoni Smolik, dr Janusz Daab i dr Sowiński[12][15]. Hryniewieckiemu założono wyciąg, a następnie, 9 lutego, specjalista od urazów kostnych, profesor Adam Gruca, przeprowadził na nim operację[15]. Przez kilkanaście tygodni pacjent leżał w gipsowym gorsecie. Czytelnicy Przeglądu Sportowego przyznali mu honorowy tytuł najlepszego polskiego sportowca roku 1960[12]. W tym samym czasie, w Squaw Valley, na igrzyskach olimpijskich, Helmut Recknagel zdobył złoty medal[12]. Po zakończeniu olimpiady przysłał go Hryniewieckiemu, zaznaczając, że w normalnych warunkach przypadłby on Polakowi[10]. Jeszcze przed wyjazdem do Ameryki za pośrednictwem Przeglądu Sportowego pozdrowił go i życzył mu powrotu do zdrowia i do skakania[10].
Hryniewiecki po czterech miesiącach, kiedy jego rany się zabliźniły, trafił do duńskiego sanatorium w Hornbæk. Główny Komitet Kultury Fizycznej, kierowany w tym okresie przez Włodzimierza Reczka, znalazł fundusze na jego leczenie. Dzięki intensywnej rehabilitacji udało mu się odzyskać częściowo sprawność w rękach, ale nogi i palce dłoni pozostały sparaliżowane[1]. Nauczył się samodzielnie siedzieć i stać w poręczach. Rehabilitację kontynuował potem w Polsce, w Konstancinie i Ciechocinku[17]. Tam też poznał pielęgniarkę Wandę Góralską, z którą wziął ślub[1]. Otrzymał mieszkanie, a ówczesne władze PZN i PKOl ufundowały mu samochód – Škodę[17]. Wraz z żoną i przyjaciółmi jeździł nim latem nad rzekę, a zimą na konkursy skoków do Wisły, Zakopanego i Szczyrku. Ludzie często spotykali się z Hryniewieckim, odwiedzali go m.in. aktor Zbigniew Cybulski, bokserzy Marian Kasprzyk, Zbigniew Pietrzykowski i trener Mieczysław Kozdruń[17]. Żona byłego skoczka pragnęła mieć dzieci, których w tym związku być nie mogło. Po pięciu latach małżeństwa rozwiedli się[17]. Hryniewiecki załamał się psychicznie i popadł w alkoholizm, a potem zamknął się przed ludźmi w swoim mieszkaniu[1].
Na wózku inwalidzkim spędził prawie 22 lata[17]. Mieszkał w Bielsku-Białej przy ulicy Zegadłowicza. Ostatnie pięć lat życia spędził w łóżku, z odleżynami na brzuchu. Miał też problemy z krążeniem i nerkami[1]. Jesienią 1980 Hryniewieckim zainteresowała się bielska Solidarność, ale jego organizm prawie nie funkcjonował[18]. Zmarł z poniedziałku na wtorek, 17 listopada 1981 roku, w wieku 43 lat[1]. Wzmianki o jego śmierci i karierze sportowej zamieściły m.in. Przegląd Sportowy i Sport[18].
| „ |
Dzisiaj, kiedy Adam Małysz jest najlepszym skoczkiem świata, łatwiej zrozumieć dlaczego po upadku Hryniewieckiego płakała cała Polska. On miał być Małyszem, tylko czterdzieści lat wcześniej. O ile jednak Małysz dystansuje się od popularności, ucieka w skromność, o tyle Hryniewiecki był z urodzenia gwiazdorem. Chciał być wielki na skoczni i taki sam poza nią. Miał być Jamesem Deanem polskiego sportu: tak samo przystojny jak amerykański aktor, może tylko mniej zbuntowany. |
” |
| — Andrzej Łozowski, [18] | ||
W sobotę, 21 listopada, w kościele św. Mikołaja odbyło się nabożeństwo żałobne[19]. Pochowano go na cmentarzu przy ul. Grunwaldzkiej. W kondukcie żałobnym szła rodzina zmarłego, delegacje beskidzkich i podhalańskich klubów sportowych, przedstawiciele władz, przyjaciele i setki mieszkańców Podbeskidzia[19].
Narty i trofea sportowe skoczka trafiły do Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie. Trafił tam też duplikat złotego medalu olimpijskiego ze Squaw Valley, który Recknagel przysłał Hryniewieckiemu, wraz z depeszą zawierającą słowa starorzymskiej sentencji Primus inter pares (Pierwszy wśród równych)[19]. Część pamiątek wciąż przechowuje rodzina Hryniewieckich w Bielsku-Białej. Imieniem Hryniewieckiego nazwano nieistniejącą obecnie skocznię narciarską na „Białym Krzyżu”, poniżej Przełęczy Salmopolskiej[20]. Skocznia spłonęła w 2000 roku. Była ona nieczynna już od 1992 i przeznaczona do rozbiórki[16]. Przez pewien czas, od lat 80., organizowano „Memoriał Zdzisława Hryniewieckiego” w skokach narciarskich[17]. Podczas przebudowy skoczni w Wiśle planowano nadać jej imię Hryniewieckiego[16], lecz ostatecznie została ona skocznią im. Adama Małysza.